piątek, 28 lutego 2014

AKTUALIZACJA WŁOSOWA - LUTY 2014


STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Ostatnia aktualizacja włosowa była 30.01.2014 - możecie zapoznać się z nią tutaj. Miesiąc luty był miarę łagodny dla moich włosów. Wypadanie włosów nadal mnie męczy, ale dzięki Bogu nie wypada ich więcej. Powiedzmy, że wypadanie utrzymuje się na stałym poziomie. Włosy nie sprawiały większych problemów, ale nie trafiłam też na żaden kosmetyk, który zrobił mi WOW na głowie (włosy doprowadziłam obecnie do takiego stanu (chyba dobrego), że ciężko znaleźć mi coś, co spowoduje jakąś większą rewolucję). Wszystko było utrzymane na bardzo przeciętnym i średnim poziomie. To nie był miesiąc głębokiego odżywienia, które preferuje. Dałam włosom odpocząć od godzinnego trzymania ciężkich masek, to był miesiąc minimalizmu i denkowania pozaczynanych kosmetyków do włosów. Najważniejsze jest jednak to, że włosy udaje mi się utrzymać na właściwym/dobrym poziomie, że ich stan, nie pogarsza się. Z plątaniem ciągle mam minimalne problemy, ale to kwestia dnia i dobranych kosmetyków. Co do przyrostu - chyba jest, ale ja centymetrów nie liczę. Same oceńcie :). 



Włosy 25.01.2014
niestety zdjęcie znowu się prześwietliło i włosy nie wyglądają tak jak na realnym zdjęciu :/


Włosy 28.02.2014
niestety też wygląda inaczej niż oryginał

Pielęgnacja włosów "z dzisiaj", czyli efekt ze zdjęcia:
- mycie odżywką wzmacniającą Joanna Rzepa do włosów przetłuszczających się, ze skłonnością do wypadania,
- mycie zasadnicze szamponem kokosowym Balea,
- rosyjska maska na bazie zsiadłego mleka/kefiru i chleba razowego nałożona na 30 minut (możecie o niej poczytać na przykład tutajtutaj i tutaj - wpisy przypadkowe!)
- włosy wyschły samodzielnie po czym zostały rozczesane TT.


PORÓWNANIE
na tych zdjęciach, widać już właściwy kolor i jakość zdjęcia



Podsumowanie lutowej pielęgnacji

Szampony:
- Seboradin Niger, Szampon do włosów przetłuszczających się i skłonnych do wypadania z ekstraktem z Czarnej Rzodkwi,
- Szampon kokosowy Balea.

Odżywki:
- Seboradin Niger, Balsam do włosów przetłuszczających się i skłonnych do wypadania z ekstraktem z Czarnej Rzodkwi (Stosowany w olejowym serum w sprayu dla leniwych o którym pisałam tutaj),
- Balea, Odżywka bez spłukiwania z Mango i Aloesem (Nakładana sporadycznie),
- odżywka Joanna Rzepa do włosów przetłuszczających się, ze skłonnością do wypadania,
- Odżywka nawilżająca Granat i Aloes do włosów suchych i zniszczonych, Alterra (Trochę pisałam o niej tutaj).

Maski:
- Kallos, Krem mleczny Crema al Latte (Recenzja znajduje się tutaj),
- Drożdżowa maska do włosów Babci Agafii (Recenzja znajduje się tutaj),
- Rosyjska maska na bazie zsiadłego mleka/kefiru i chleba razowego.
aż dziwne, że tak mało masek używałam :D; Kallos skończył się na początku miesiąca, a drożdżowa maska starczyła mi na 4 aplikacje...szczerze Wam powiem, że nie wiem co jeszcze mogłam nakładać na włosy :D

Zabezpieczanie końcówek:
- Arganowe olejowe serum do zabezpieczania końcówek BioElixire (Pisałam o nim tutaj),
- L'oreal Elseve Eliksir odżywczy, wygładzenie i blask bez obciążania (Recenzja znajduje się tutaj).

Inne:
- Olejowe serum w sprayu dla leniwych (klik). Używałam go codziennie. Serum aplikowałam rano, na godzinę przed myciem,
- Gdy skończyło się olejowe serum w sprayu, przerzuciłam się na naftę kosmetyczną - stosuje ją dopiero od paru dni. Pryskam nią włosy i skalp na godzinę przed myciem,
- Sok aloesowy - do powyższego olejowego serum (O soku aloesowym możecie trochę poczytać tutaj),
- Olej z korzenia łopianu z ziołami - do powyższego olejowego serum,
- Oliwka dla dzieci HiPP  - do powyższego olejowego serum,
- Próbki masek do włosów Biovax z Biedronki (różne rodzaje),
- Próbka szamponu i odżywki Herbal Care ze skrzypem polnym,
- L'oreal Piotionizer, dwufazowa odżywka w sprayu bez spłukiwania + Schwarzkopf Schauma, pielęgnacyjny spray bez spłukiwania ułatwiający rozczesywanie + Avon Naturals Herbal, odżywcza mgiełka do włosów słabych i łamliwych Pokrzywa i Łopian - użyte jednorazowo (Pisałam o nich tutaj).

Jeżeli coś jeszcze mi się przypomni będę edytować wpis :).


Jak Waszym zdaniem prezentują się moje lutowe włosy? :>



Pozdrawiam, Magda

środa, 26 lutego 2014

Drożdżowa maska do włosów recepty Babci Agafii - RECENZJA

ZAPRASZAM NA FACEBOOKA https://www.facebook.com/brokatwspreju

STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Witajcie,

choroba nadal nie odpuszcza, dzisiaj idę do lekarza i będę miała antybiotyk. Wiem, że w ciąży to nie za dobra wiadomość (w ogóle przyjmowanie antybiotyków to nie jest za dobra rzecz), ale cóż można poradzić? Zawsze byłam osobą o wzorowym zdrowiu, praktycznie nigdy nie chorowałam. Teraz w ciąży nadrabiam wszystkie życiowe przeziębienia :/.


Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją drożdżowej maski do włosów Babci Agafii. Pisałam o niej co nieco przy okazji XLII denka, ale postanowiłam poświęcić jej osobny wpis. Od tak, bez powodu.

Jeżeli jesteście zainteresowane to zapraszam




Drożdżowa maska do włosów, to wspaniały sposób na przyśpieszenie wzrostu włosów. Drożdże piwne to naturalne źródło białka, witamin i mikroelementów, które przenikają w strukturę włosa, wzmacniając je i przyspieszając wzrost. Olej z kiełków pszenicy posiada działanie regeneracyjne i przeciwdziałające wypadaniu. Sok z brzozy to znany ludowy środek na wzmocnienie cebulek włosowych. Dzięki zawartości olejów z zimnego tłoczenia maska ułatwia rozczesywanie. Włosy stają się jedwabiste i pełne blasku. Nie zawiera PEG i parabenów.

Maska zawiera ekstrakty z:
- Drożdże piwne (Yeast Extract) - poprawiają strukturę włosa, wzmacniają, przyśpieszają wzrost.
- Sok brzozowy (Betula Alba Juice) - wzmacnia cebulki włosowe, nadaje włosom blask, zapobiega wypadaniu.
- Oman wielki (Inula Helenium Extract) - działa antyseptycznie i przeciwbakteryjnie.
- Mącznica lekarska (Arctostaphylos Uva Ursi Extract) - znakomity naturalny antyseptyk.
- Ostropest plamisty (Silybum Marianum Extract) - łagodzi stany zapalne i hamuje zmiany skórne.

Maska zawiera również oleje z zimnego tłoczenia:
- Olej z kiełków pszenicy (Triticum Vulgare Germ Oil) - regeneruje wnętrze włosów, odtwarza naturalną osłonkę i wygładza ich powierzchnie. Chroni przed nadmierną utratą wody oraz promieniowaniem UV.
- Olej z nasion białej porzeczki (Ribes Aureum Seed Oil) - wykazuje działanie przeciwzapalne, intensywnie odżywia włosy.
- Olej z orzeszków cedrowych (Pinus Siberica Cone Oil) - ogranicza łojotok, zwalcza łupież, stymuluje krążenie podskórne i przeciwdziała wypadaniu włosów.
- Olej z owoców dzikiej róży (Rosa Canina Fruit Oil) - odżywia, nawilża i uelastycznia włosy.



OPAKOWANIE
Prosty słoiczek koloru złotego (?) o pojemności 300 ml. Z przodu, z tyłu oraz na wieczku znajdują się naklejki producenta, naklejki nie odklejają się pod wpływem wilgoci, czyli duży plus. Słoiczek odkręcany. Pod zakrętką znajduje się dodatkowa ochrona w postaci plastikowej zatyczki - ja swoją wyrzuciłam. Opakowanie jest wygodne, aplikacja produktu nie sprawia większego problemu. Przy wydobywaniu resztek produktu nie ma potrzeby rozcinania opakowania, także kolejny plus dla opakowania.

KONSYSTENCJA
Wg. mnie okropna. Przypomina mi rozwodnione ciasto naleśnikowe - nawet kolorem je przypomina. Chyba każda z nas wie, jak wygląda ciasto naleśnikowe, prawda :)? Dlaczego okropna? A no dlatego, że rzadka, bardzo rzadka, wodnista i lejąca. Bardzo ciężko ją zaaplikować na włosy ponieważ spływa i dłoni i z samych włosów. Wielki minus ponieważ taka konsystencja wpływa na wydajność kosmetyku. Drożdżowa maska do włosów Babci Agafii jest w ogóle nie wydajna i starcza na 4-5 użyć - bezsens.

ZAPACH
Przez jednych chwalony, przez innych nie. Albo się go kocha, albo nienawidzi. Ja nie mogę powiedzieć, że pokochałam ten zapach (tak jak pokochałam zapach mlecznego Kallosa), ale zdecydowanie należę do grupy osób, która polubiła zapach tej maski. Zapach jest trochę jakby maślany, trochę jakby piernikowy, trochę jakby świeżo wypiekane korzenne ciasteczka. Zapach ciepły i przytulny.

UŻYWANIE, STOSOWANIE, TRZYMANIE NA WŁOSACH
Rad producenta niestety na swoim opakowaniu wyczytać nie umiem. Jak widzicie na powyższym zdjęciu, napisy są całkowicie rozmazane. Napiszę Wam w jaki sposób ja jej używałam. Za pierwszym użyciem nałożyłam tradycyjnie, jak wszystkie maski. Umyłam włoski szamponem, nałożyłam maskę, delikatnie wmasowałam, na to turban z ręcznika i tak chodziłam około 30-60 minut. Efekty niestety nie były za dobre - przez to maska została odstawiona. Jako że wzięłam się za denkowanie pozaczynanych kosmetyków, przyszedł czas i na tą maskę. Wiedziałam, że tym razem muszę coś zmienić w aplikacji, tak aby wydobyć z tej maski to, co rzekomo potrafi. Postanowiłam jednak jeszcze raz zaryzykować. Za drugim użyciem, nałożyłam maskę tradycyjnie - tak jak za pierwszym razem. Miałam nadzieje, że zadziała inaczej. Niestety nie zadziała inaczej, a efekty znowu nie były za dobre. No i wiedziałam, że czas na zmiany. Za trzecim użyciem, umyłam włoski szamponem, nałożyłam maskę, delikatnie wmasowałam i od razy spłukałam. Myślałam, że te parę minut wystarczy i może wtedy maska pokaże na co ją stać. Może trzymałam ją wcześniej trochę za długo (ah ta moje nadgorliwość)? Niestety po raz kolejny efekty maski nie były zadowalające. Mówi się, żę do trzech razy sztuka, no ale jeszcze trochę maski mi zostało. Za czwartym użyciem, postanowiłam, że zaaplikuję ją przed myciem. Zmoczyłam włosy, wmasowałam maskę, chwilę potrzymałam na włosach, spłukałam i umyłam je szamponem. Znowu efekty były do bani. Za piątym użyciem...a nie...czekajcie...jakim piątym użyciem? Nie było piątego użycia, maska się skończyła! Drożdżowa maska do włosów, to wspaniały sposób na przyśpieszenie wzrostu włosów? Może i tak, ale ile opakować mam kupić, by to ocenić skoro jedno opakowanie skończyło mi się tak szybko?

SPŁUKIWANIE, WŁOSY PO SPŁUKANIU MASKI
Spłukiwanie maski nie jest uciążliwe, wypłukuje się dosyć szybko - chociaż mam wrażenie, że delikatnie zastyga i skleja włosy. Więcej można by tutaj napisać o tym, jak włosy prezentują się zaraz po spłukaniu. Weźmy tutaj na przykład moją ulubioną maskę Kallos Latte. Gdy spłukuję Kallosa, włosy są w dotyku na mokro - bardzo przyjemne, delikatne, miękkie, gładkie, lejące i rozplątane, bez kołtunów! Zawsze na mokro mam problem z rozczesaniem włosów, a po Kallosie ten problem został zminimalizowany jak nie wyeliminowany całkowicie. Po Kallosie włosy można rozczesać bez dodatkowych wspomagaczy! Natomiast po drożdżowej masce Babci Agafii uzyskałam efekt odwrotny. To co pierwsze rzuca się w oczy to kołtuny i supły. Włosy całkowicie poplątane, a do tego sztywne - nie do rozczesania. Tutaj chyba nie muszę tłumaczyć, że nie były ani przyjemne, ani delikatne, ani miękkie, ani gładkie, ani lejące - to się rozumie samo przez się. Nie było możliwości rozczesania ich bez wspomagaczy. Wiedziałam że efekt na sucho będzie taki sam (jak nie gorszy), ale miałam nadzieję, że może jednak się mylę...

WŁOSY PO WYSCHNIĘCIU
No i oczywiście nie myliłam się :(. Już tak dobrze znam swoje włosy, że doskonale wiem jak będą się zachowywały w niektórych sytuacjach. Miałyście kiedyś przeproteinowane włosy? Ja po tej masce uzyskałam podobny efekt. Maska strasznie skołtuniła mi włosy co spowodowało reakcję łańcuchową. Włosy straciły swój blask, były twarde, szorstkie, nieprzyjemne w dotyku. Najgorsze jest to, że przez cały dzień bardzo się plątały i nie byłam w stanie ich rozczesać. Jedyny ratunkiem był kok. 
Maska idealnie dopasowana do naszych włosów powinna dawać takie efekty jak:
- wygładzenie,
- nawilżenie,
- delikatność,
- miękkość,
- błysk,
- domknięcie łusek włosa,
- sypkość,
- ułatwienie procesu rozczesywania,
- jak również włosy nie powinny plątać się w ciągu dnia.
Drożdżowa maska do włosów Babci Agafii zaserwowała mi wszystko na odwrót. Czytałam wiele pozytywnych opinii na jej temat, ale wychodzi na to, że nie jest stworzona dla mojego typu włosów.

DOSTĘPNOŚĆ/ CENA
$ Dostępność - Sklepy zielarskie oraz internet. Ja swój egzemplarz kupiłam w sklepie zielarskim na dworcu PKP w Białymstoku. 

$ Cena - koszt maski zależy od sklepu. W internecie można nabyć ją za około 15-20 zł + koszt przesyłki. Za swoją zapłaciłam 21,90 zł.

CZY KUPIĘ TEN KOSMETYK PONOWNIE?
Zdecydowanie NIE.

A czy Wy używałyście już drożdżowej maski Babci Agafii? 
Jak się u Was sprawdziła?



Pozdrawiam i lecę do lekarza po antybiotyk, Magda

wtorek, 25 lutego 2014

Mydełko SESA - czy sprawdziło się na moich włosach?


STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Witajcie,

Ostatnio na blogu pojawia się coraz więcej produktów, które nie sprawdziły się na moich włosach. Czy mydełko SESA należy do grona takich produktów? O tym, przekonacie się poniżej. 

Mydełko SESA kupiłam po przeczytaniu recenzji (oczywiście) u Anwen tutaj. Byłam pewna w 100%, że sprawdzi się na mojej głowie i jak tylko przesyłka do mnie dotarła zaaplikowałam mydełko na włosy.




SKŁAD
Sodium Palmate, Sodium Palm Kernelate, Coconut Oil, Olive Oil, Karanj Oil, Neem Oil, Almond Oil, Leen Seed Oil, Glycerine, Salt, Cocomonoethanolamide, Cocodiethanolamide, Titanium Dioxide, Talc, SLS, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Xylityglucoside, Preservatives, Perfumes, Colour (CI #12740 & 61656), Water.
Herbal Ingredients: Brahmi, Harde, Amla, Aritha, Bhringraj, Shikakai, Bili Phal, Jatamansi, Nagarmoth.


OPAKOWANIE i PRZECHOWYWANIE MYDEŁKA
Zakupione mydełko otrzymujemy w typowym dla każdego mydła papierowym opakowaniu z tekturką w środku. Tutaj nie ma nic nadzwyczajnego. Opakowanie jak najbardziej nadaje się do przechowywania mydełka w trakcie użytkowania (ja tak robię), ale musi być zachowana jedna podstawowa zasada: opakowanie nie może zamoknąć. Gdy papierowe opakowanie dozna bliskiego kontaktu z dużą ilością wody, po prostu rozpada się w rękach. Ja po użyciu mydełka najpierw je osuszałam, a następnie wkładałam do opakowania. Jak widzicie na zdjęciach trzyma się dobrze. Jeżeli nie chcecie bawić się w osuszanie mydełka, możecie przechowywać je w tradycyjnej mydelniczce lub w plastikowym, turystycznym, zamykanym opakowaniu na mydło.

KONSYSTENCJA
W przypadku konsystencji również nie ma nic nadzwyczajnego. Produkt wygląda jak typowe mydełko z drogerii i tak samo zachowuje się w kontakcie z wodą. Mydełko dobrze się pieni, a jego aplikacja na włosy jest bardzo prosta. Pianę można stworzyć albo w dłoniach i rozprowadzić ją na włosach, albo wcierać mydełko bezpośrednio w skalp i włosy. Powstająca piana jest bardzo delikatna i kremowa. Kostka dobrze przechowywana (tzn. nie namaczana) nie mięknie, nie pęka, nie rozpada się i nie kruszy. Wielki plus.

ZAPACH
Poza podstawowym, mydlanym aromatem (typowym dla szarego mydła) mydełko SESA pachnie trochę ziołami i trochę jak kadzidełko. To zapach bardzo charakterystyczny, orientalny, indyjski. Dosyć klimatyczny. Byłyście może kiedykolwiek w prawdziwym indyjskim sklepie? Możecie skojarzyć zapach unoszący się w takim sklepie? Możecie być pewne, że zapach mydełka przypomni Wam ten klimat. Zapach jest specyficzny, a do tego mocny, intensywny i długotrwały - nie każdy lubi takie zapachy. Mi osobiście przypadł do gustu, ja lubię takie aromaty, ale jeżeli jesteście posiadaczkami delikatnych nozdrzy to odradzam. Zapach może być mdlący i drażliwy.

EFEKT NA MOICH WŁOSACH
Tutaj mogę odpowiedź na zadane wcześniej pytanie: Czy mydełko SESA sprawdziło się na moich włosach? Odpowiedź brzmi: niestety nie. Kiedy kupowałam to mydełko, nie byłam jeszcze świadoma tego, że moje włosy nienawidzą ekstraktów ziołowych. Przekonałam się o tym stosując eliksir ziołowy Green Pharmacy oraz maskę arganową Eveline 8w1 (maska zawiera dużo ziołowych ekstraktów). Moja głowa reaguje na zioła bardzo drastycznie. Włosy stają się twarde, szorstkie, tępe, matowe, suche i poplątane. Ja dokładnie taki sam efekt uzyskałam. Zacznijmy jednak od początku.

Jak stosowałam mydełko SESA? Zaczęłam od stosowania w taki sposób, jaki opisała Anwen. Mydełko wmasowywałam w wilgotne włosy oraz skalp. Podczas wmasowywania powstaje obfita, kremowa, pachnąca pianka, którą zostawiałam na włosach. Głowę owijałam ręcznikiem i tak chodziłam około godziny. 

Za pierwszym razem, po zmyciu mydełka, nie myłam już włosów szamponem, nie czułam takiej potrzeby (było czuć, że włosy są czyste). Włosy po spłukaniu były dosyć twarde i szorstkie dlatego zaaplikowałam jeszcze grubą warstwę maski, tutaj postawiłam na sprawdzonego, zmiękczającego Kallosa. Niestety nawet Kallos Latte nie dał rady! Po spłukaniu maski włosy nadal były twarde, szorstkie, matowe i poplątane. Po wyschnięciu niestety efekt utrzymywał się dalej. Włosy były bardzo sztywne, nie nadawały się do niczego, bardzo szybko robiły mi się kołtuny. 

Za drugim razem mydełko wmasowałam w wilgotne włosy oraz skalp, ale powstałą pianę spłukałam od razu + nałożyłam maskę. Myślałam, że jak nie przetrzymam tej ziołowej piany to efekt będzie lepszy. Niestety włosy po spłukaniu znowu były twarde i szorstkie. Maska znowu nie pomogła.

Za trzecim razem mydełko wmasowałam w wilgotne włosy oraz skalp, a powstałą pianę zostawiłam na włosach na ponad godzinę. Po spłukaniu piany, postawiłam na dodatkowe mycie szamponem + maska. Niestety ten sposób też zawiódł.

Mydełko SESA owszem, dobrze myje włoski (aż skrzypią pod palcami), radzi sobie nawet ze zmywaniem olei, nie podrażnia skalpu, ale co z tego skoro po użyciu moje włosy są twarde, szorstkie, matowe, sztywne i bardzo podatne na plątanie?

CENA/DOSTĘPNOŚĆ
$ Cena - cena waha się pomiędzy 5-9 zł + koszt przesyłki przy zamawianiu przez internet.
$ Dostępność - ja kupiłam mydełko na Allegro (za 6 zł z groszami), podejrzewam, że można kupić je jeszcze w jakiś sklepach internetowych (nie wiem jakich).

CZY KUPIĘ TEN PRODUKT PONOWNIE?
Odpowiedź brzmi: NIE. Po raz kolejny przekonałam się, że ekstrakty ziołowe nie są dla mnie. Prawie cała kostka mi została i nie mam co z nią zrobić :(. Może Wy wiecie jak jeszcze mogę zużyć to mydełko? Może sprawdzi się do mycia twarzy? Z góry dziękuje za podpowiedzi.


A czy Wy używałyście już mydełka SESA? 
Jak sprawdziło się na Waszych włosach?



Pozdrawiam, wieczna chorująca Magda


poniedziałek, 24 lutego 2014

PROJEKT DENKO - XLII TYDZIEŃ

ZAPRASZAM NA FACEBOOKA https://www.facebook.com/brokatwspreju

STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Witajcie,

choroba nie odpuszcza, ale postanowiłam zwlec się z łóżka i zrobić wpis. Mam nadzieje, że ktoś to docenia :D. Udało mi się Apapem zbić temperaturę więc możliwe, że ominie mnie antybiotyk. Szczęście w nieszczęściu. Dzisiaj kolejny projekt denko. Pozaczynanych produktów mam na prawdę mnóstwo, dlatego też denka tak wyglądają. Jeżeli ktoś myśli, że w jeden poniedziałek otwieram nowy produkt, a drugi poniedziałek go denkuje to jest w błędzie :P.



ZACZYNAJMY :)



Balsam Seboradin do włosów przetłuszczających się i skłonnych do wypadania z ekstraktem z Czarnej Rzodkwi

Wskazania: Włosy przetłuszczające się, osłabione lub wypadające. Pielęgnacja włosów i skóry głowy w przypadku ŁZS, łuszczycy i łupieżu. Dla kobiet i mężczyzn.
Działanie i efekt: Bogaty w siarkę  ekstrakt z czarnej rzodkwi stymuluje włosy do wzrostu. Wyciąg z tataraku poprawia ukrwienie skóry głowy i wzmacnia cebulki włosów. Ziele dziurawca reguluje pracę gruczołów łojowych. Balsam zapobiega elektryzowaniu się włosów, ułatwia ich rozczesywanie. Włosy mniej się przetłuszczają, są wzmocnione, odżywione, nawilżone, lśniące  miękkie. Skuteczność potwierdzona przez niezależne, specjalistyczne laboratorium badawcze.
Sposób użycia: Nanieść na umyte odpowiednio dobranym do skóry głowy szamponem Seboradin, rozprowadzić, wmasować w skórę głowy i włosy. Spłukać po 3-5 minutach. Do codziennego stosowania. Nie obciąża włosów.
Zaleca się stosowanie wraz z innymi preparatami do wcierania w skórę głowy Seboradin - lotiony, ampułki: Forte lub Niger. Charakterystyczny zapach preparatu pochodzi z naturalnych, aktywnie działających ekstraktów roślinnych. Zapach ulatnia się po wysuszeniu włosów.
Jak ja stosowałam ten produkt? Moim zdaniem balsam Seboradin jest kosmetykiem bardzo nie wydajnym - przy stosowaniu wg. zaleceń producenta. Konsystencja jest bardzo rzadka, gdybym nakładała go na skórę głowy i włosy skończyłby mi się po około tygodniu. Jako, że walczyłam z wypadaniem włosów, a do tego chciałam przetestować olejowe serum w sprayu dla leniwych, postanowiłam do tego eksperymentu wykorzystać ten właśnie balsam. Do olejowego serum sprawdził się idealnie - tutaj jego rzadka konsystencja była plusem. A do tego wszystkiego balsam starczył mi na ponad miesiąc, codziennego, regularnego używania. Olejowe serum w sprayu miało być alternatywą tradycyjnego olejowania, które zupełnie się u mnie nie sprawdziło (zero efektów). Niestety olejowe serum też okazało się nie być rewelacyjne. Wychodzi na to, że moje włosy olejowanie mają gdzieś i mogą obejść się bez tego zabiegu :). Nie zauważyłam po tym serum żadnej włosowej rewolucji. Jedyne co udało mi się zauważyć to wzmocnienie i uelastycznienie włosów, które oczywiście dał mi w/w balsam Seboradin. Założę się, że gdybym używała go samopas, sprawdziłby się dokładnie tak samo.
Czy kupię ten produkt ponownie? Raczej nie. Lepiej sprawdził się u mnie lotion z tej serii. Ograniczył wypadanie, a to było dla mnie najważniejsze. Balsam możecie traktować jako kurację uzupełniającą lub utrzymującą uzyskany efekt wzmocnienia włosów.


Drożdżowa maska do włosów recepty Babci Agafii

Z opakowania nic Wam nie napiszę o tym produkcie ponieważ naklejka z polskimi napisami całkowicie się rozmazała. Poza tym, jest to produkt, który zna większość włosomaniaczek więc opisywanie nie miałoby nawet najmniejszego sensu :). 
Co mogę powiedzieć o efektach maski? No niestety całkowicie się u mnie nie sprawdziła. Blogowy BUM na rosyjskie kosmetyki spowodował, że zaczęłam wykupować je jak szalona, a na tą maskę napaliłam się jak szczerbaty na sucharki. Po pierwsze: konsystencja rzadka, wręcz wodnista. Całe opakowanie starcza na około 5 razy, nawet przy oszczędnym użytkowaniu. Zero wydajności = wielki minus. Po drugie: efekty, a raczej brak efektów na moich włosach. Stosowałam maskę w różnoraki sposób: przed myciem szamponem, po myciu szamponem, nakładałam na chwilę jak odżywkę oraz na dłużej na około 30-60 minut. W żądnej opcji się nie sprawdziła - nie wspomnę o tym, że nie mamy możliwości oceny, czy maska działa na wzrost włosów. Niestety maska obciążała moje włosy, powodowała, że były twarde, szorstkie, nieprzyjemne, przyklapnięte, a do tego poplątane! Miałyście kiedyś przeproteinowane włosy? Ja po tej masce uzyskałam podobny efekt. 
Na pewno do niej nie wrócę.


Wellness&Beauty, peeling na bazie soli morskiej, oliwki, algi i minerały morskie


Kupiłam ten produkt po wielu pozytywnych recenzjach w internecie. Można nabyć go praktycznie w każdym Rossmannie, a jego cena nie przekracza 14 zł. To co rzuca się najpierw w oczy, to piękne opakowanie peelingu - słoiczek z zatrzaskiem, który przypomina mi słoik konfitur od babci :). Opakowanie samo w sobie stanowi element ozdoby każdej łazienki. To co spodobało mi się w dalszej kolejności to zapach. Zapach delikatny, świeży, relaksujący, morski, bardzo przyjemny. Następnie spodobała mi się konsystencja. Konsystencja jest koloru niebieskiego, a ja bardzo lubię kolor niebieski :). Poza tym spodobało mi się to, że konsystencja jest gęsta, zbita, z wytrącają się fazą olejową. Przed użyciem najlepiej wymieszać peeling palcem - aby rozmieszać olej. Następnie spodobał mi się skład, w którym nie widniej Paraffiunum Liquidum, który oblepia skórę. Z czasem niestety mój zapał i entuzjazm do tego produkt zaczął zanikać. Do opakowania i zapachu będę wzdychać dalej (chociaż to metalowe zamknięcie bardzo ciężko otworzyć, można połamać na nim wszystkie paznokcie), ale zaczęły się "schody" związane z konsystencją. Otóż, okazało się, że peeling jest totalnie niewydajny! Wielki minus. Słoiczek 300 g, starcza na około 4-5 użyć. To też zależy na jakie części ciała go aplikujecie. Jeżeli peelingujecie całe ciało starczy Wam na 4 użycia. Jeżeli peelingujecie same uda i brzuch może starczyć na 5 użyć. Jeżeli zdecyduje się, aplikować peeling tylko na uda i pupę, może okazać się, że starczy na 6 użyć. Poza tym, okazało się, że konsystencja ciężka jest do rozsmarowania na skórze, nie jest kremowa, nie pieni się, więc trzeba uważać, grudy spadają do wanny. Do tego wszystkiego dochodzą zbyt mocne i ostre granulki peelingujące - podczas wmasowywania produktu zaczynała mnie boleć dłoń, drobinki strasznie podrażniają skórę dłoni i palców, które po prostu zaczynały mi drętwieć. Kolejnym minusem tego produktu jest fakt, iż podrażnia moją skórę. Gdy aplikowałam produkt na nogi, te zaczynały mnie piec, a na skórze pojawiały się momentalnie czerwone kropeczki! Używanie peelingu było dla mnie po prostu bolesnym doświadczeniem. Chyba mam za delikatną skórę dla niego. Należy tutaj również wspomnieć o tym, iż peeling, po zmyciu drobinek, pozostawia na skórze tłustą warstwę. Dobrze, że to oleje, a nie parafina.
Czy kupię ten produkt ponownie? Na pewno nie.



Oliwka pielęgnacyjna HiPP - początkowo używałam jej samodzielnie do olejowania włosów, a resztówkę zużyłam do olejowego serum w sprayu dla leniwych. Niestety nic nie mogę napisać o tym produkcie. Nie zauważyłam żadnych włosowych efektów. Oliwka jak oliwka. Bez rewelacji. Jedyne co wiem z innych recenzji to to, że ma dobry skład.

Nawilżająca pianka do mycia twarzy Decubal - gdy zaczęłam używać tej pianki, byłam w początkowej fazie znacznego pogarszania się stanu mojej cery. Myślałam, że stan mojej skóry na twarzy tak bardzo pogorszył się właśnie przez tą piankę. Dopiero potem okazało się, że to wina ciąży. Prawda jest niestety taka, że pianka źle mi się kojarzy i więcej jej nie kupię. Zresztą nie jestem fanką kosmetyków w piance - nie czuję ich działania. Po pierwsze: nie podoba mi się zapach pianki. Po drugie: nie czułam, że mam ją na twarzy, miałam wrażenie, że w ogóle nie oczyszczała skóry, jakbym myła twarz zwykłą wodą. Po trzecie: nie radzi sobie z delikatnym demakijażem. Po czwarte: nie ma tutaj mowy o nawilżaniu skóry. Produkt bardzo, ale to bardzo nijaki.


Maść Detreomycyna 2%

Stosuje tą maść od lat. Poleciłam mi ją moja mama, gdy zaczęłam dojrzewać :) i pojawiły się u mnie pierwsze problemy skórne. Stosuje ją punktowo na pryszcze, ropne wykwity i tym podobne niespodzianki. Świetnie łagodzi podrażniania i ułatwia gojenie się ropnych ranek. Działa wysuszająco. Niestety pomimo swej delikatności, maść była niegdyś zakwalifikowana jako antybiotyk na receptę. Nie wiem jak jest teraz. Wolałabym Wam jej nie polecać, tutaj odsyłam na konsultację do lekarza dermatologa:).


Próbki

Peeling enzymatyczny Lirene stosuje od niedawna. Miałam go "na sobie" dosłownie kilka razy i nie potrafię ocenić jego działania związanego ze złuszczaniem naskórka. To samo z kremem Egyptian Magic. Zużyłam dopiero jedną próbkę o pojemności 3 ml. Moją uwagę zwrócił jednak podkład Dr Irena Eirs Make Up Art ILLU Sphere nr 104 Natural. W ostatnim denku pisałam o próbce podkładu Rimmel Stay Matte. Próbka 1,5 ml wystarczyła mi na dwa użycia, już po dwóch użyciach, byłam gotowa do kupna produktu pełnowymiarowego! Podkład Rimmela okazał się być hitem i to już po jednej próbce! Ma fajną, nietłustą konsystencję, dobrze kryje, wygląda naturalnie, nie tworzy efektu maski i daje świetne, pudrowe wykończenie. Do tego fajnie matuje, nie ciemnieje na twarzy i dosyć długo utrzymuje się na skórze. Podkład idealny dla mnie. Myślałam, że po próbkach podkładu Dr Irena Eris też będą ohy i ahy. Okazało się, że to klapa. Jedna próbka starczyła mi na dwa użycia. Za każdą aplikacją było to samo. Po pierwsze: konsystencja dla mnie za tłusta, nakładałam podkład i świeciłam się jak latarnia. Po drugie: podkład ciemnieje od razu po nałożeniu na twarz, to niewybaczalne. Po trzecie: przez to, że konsystencja ciemnieje, ciężko dobrać odpowiedni kolor do naszej skory. Po czwarte: przez to, że konsystencja ciemnieje, ciężko rozsmarować podkład na twarzy tak, aby nie stworzyć efektu maski. Po piąte: nie wygładza i ma słabe krycie. Po szóste: cena to jakiś żart. Przeczytałam w internecie, że jego cena kształtuje się między 40-80 zł w zależności od sklepu.
Na wizażu jest wiele pozytywnych opinii o tym podkładzie. Myślałam początkowo, że moje próbki podkładu były przeterminowane - sprawdziłam, były ok. Podkład po prostu nie jest stworzony dla mojej delikatnej, wrażliwej, mieszanej cery.

No i to by było na tyle. Zainteresowało Was coś?


Pozdrawiam i lecę do łóżka, Magda



czwartek, 20 lutego 2014

Czego używam do zabezpieczania końcówek? L'oreal Elseve Eliksir odżywczy, wygładzenie i blask bez obciążania - RECENZJA

ZAPRASZAM NA FACEBOOKA https://www.facebook.com/brokatwspreju

STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Witajcie,

produkty do zabezpieczenia końcówek, opisywałam Wam już tutaj. Niestety zapomniałam o jeszcze jednym produkcie, który służy do tego celu. Stał po prostu na innej półce :). Przypomniałam sobie o nim dlatego też, niezwłocznie przybywam do Was z recenzją :).



 L'oreal Elseve Eliksir odżywczy, wygładzenie i blask bez obciążania





MOJA OPINIA
Opakowanie. Buteleczka zawiera 100 ml produktu. Opakowanie jest bardzo estetyczne i eleganckie, wygląda jak kosmetyk profesjonalny. Można by powiedzieć, że butelka, sama w sobie stanowi ozdobę łazienki. Całość opakowania utrzymana w brązowo-złotej kolorystyce. Buteleczka przeźroczysta, dzięki czemu widać ile produktu nam jeszcze zostało. Buteleczka szklana, nie za lekka. Jeszcze nie upadła mi na ziemię, więc nic nie mogę napisać o jej trwałości i wytrzymałości, ale lepiej uważać :). Z przodu i z tyłu naklejki producenta - nie odklejają się pod wpływem łazienkowej wilgoci, czy tłustawej konsystencji. Pompka się nie zacina i wypuszcza na dłoń idealną porcje produktu. Nie ma zakrętki. Aby wydobyć produkt, należy przekręcić pompkę:


Szczerzę muszę przyznać, że na pozór wygodna, przekręcana pompka potrafi być uciążliwa. Dlaczego? A dlatego, że ja po długim czasie używania, ciągle nie pamiętam, kiedy jest przekręcona-zamknięta, a kiedy przekręcona-otwarta. Zdarzały się sytuacje, że byłam pewna, iż opakowanie jest zamknięte, chwyciłam za pompkę i kosmetyk wylewał mi się na półkę. Jeżeli pompka się zatnie, istnieje możliwość odkręcenia opakowania, także spoko. Poza tym, po zużyciu, można do niej coś przelać. Szkoda wyrzucać tak ładne opakowanie:

Konsystencja. Konsystencja jest przeźroczysta. Wygląda jak sławny jedwab Biosilka, albo jedwab Sleek Line:

W przypadku tej konsystencji możemy jednak podyskutować na temat gęstości czy "tłustości". Nie wiem jaką konsystencję powinien mieć eliksir...mogę jedynie porównać ją do innych produktów, abyście mogły mniej więcej skojarzyć o co mi chodzi. Zacznijmy od tego, że konsystencja nie jest ani za gęsta, ani za rzadka. Gęsta - mogłaby obciążyć włosy, za rzadka - mogłaby z nich spływać i wyglądać jak przetłuszcz. Produkt L'oreal ma bardzo wyważoną konsystencję, łatwo się ją aplikuje, łatwo można ją rozsmarować w dłoniach i zaaplikować na włosy bez ich sklejania. Moim zdaniem gęstością przypomina jedwab Biosilka, jedwab Sleek Line jest dużo gęstszy. Teraz przejdźmy do "tłustości" tego produktu. Konsystencja nie jest za tłusta, jest lżejsza od np. olejku/serum arganowego BioElixire, ale jest cięższa od np. serum wzmacniającego L'biotica Biovax. Myślę, że będzie też ciut lżejsza od jedwabiu Biosilka. Generalnie jest połączeniem delikatnego jedwabiu z delikatnym olejkiem. Eliksir L'oreal nałożony na ręce, nie tłuści ich i dosyć szybko się wchłania nie pozostawiają tzw. filmu na skórze. Oczywiście jeżeli przesadzimy z ilością produktu, albo nałożymy go na skalp, możemy spodziewać się obciążenia i przetłuszczenia. Z każdym produktem tego typu należy uważać.

Zapach. Zapach to zawsze kwestia indywidualna i nie da się dogodzić wszystkim. Moim zdaniem produkt pachnie bardzo ładnie i delikatnie, a do tego zapach długo utrzymuje się na włosach. Nie śmierdzi alkoholem ani chemią jak jedwab Biosilka. Pachnie podobnie jak olejek/serum arganowe BioElixire. To zdecydowanie atut tego produktu.

Używanie. Każdy produkt tego typu aplikuje tylko i wyłącznie na umyte, wilgotne włosy - jeszcze nie rozczesane. Po zdjęciu ręcznika z głowy, delikatnie roztrzepuje włosy palcami (celem roztrzepania/rozplątania największych kołtunów), potem aplikuje na dłoń 2-3 pompki produktu (1 pompka starczyła by mi na same końcówki), rozsmarowuje w dłoniach i nakładam na włosy. Początkowo zaczynam od końcówek, eliksir wcieram w końcówki. Na długość włosów również aplikuje produkt (celem ich rozczesania), ale w mniejszej ilości, poza tym na długość włosów staram się eliksir wgniatać, a nie wcierać! To ułatwia aplikację, bez obciążenia włosów. Producent sugeruje nam, że możemy produkt nałożyć również na suche włosy, celem wykończenia fryzury i nadania włosom satynowego połysku. Ja tego sposobu nie praktykuje. Mam za delikatne i cienkie włosy, skończyło by się to szybszym przetłuszczeniem włosów oraz przyklapem w ciągu dnia.

Efekty. Producent kładzie tutaj nacisk przede wszystkim na wygładzenie i blask. Ja i moje włosy z blaskiem problemu nie mamy i nigdy nie mieliśmy. Mam naturalnie błyszczące włosy i nigdy nie dbałam o wzmocnienie tego blasku. Skupiłam się tutaj na wygładzeniu włosów oraz na tym, czy produkt ułatwia mi proces ich rozczesywania rozczesywania - oczywiście bez ich łamania i wyrywania. Może zacznijmy od rozczesywania - to pierwsza czynność jaką muszę zrobić po aplikacji. Gdybym nałożyła eliksir na same końcówki to nie udało by mi się ich rozczesać, dlatego też, nakładam eliksir na połowę włosów. Jak wyżej napisałam, w końcówki wcieram, w długość włosów wgniatam. Potem delikatnie roztrzepuje i przeczesuje włosy grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami. Zdecydowanie ułatwia rozczesywanie, co w szczególności dało się zauważyć po drożdżowej, rosyjskiej masce do włosów Agafii, która ostatnimi czasy strasznie plątała mi włosy - ale o tym w innymi wpisie. Gdyby nie ten produkt, nie byłabym w stanie włożyć nawet grzebienia we włosy. Aczkolwiek mam wrażenie, że olejek/serum arganowe BioElixire pomagało mi w rozczesywaniu trochę lepiej...Teraz przejdźmy do efektów widocznych po wysuszeniu włosów. Po pierwsze: włosy bardzo ładnie pachną i to przez większość dnia. Włoski pachną bardzo świeżo. Po drugie: są miękkie i sypkie. Po trzecie: nie plączą się tak mocno w ciągu dnia jak wcześniej. Po czwarte: eliksir nie obciąża moich włosów (nawet po 3 pompkach produktu), nie powoduje przyklapu, szybszego przetłuszczania czy przesuszenia włosów. Po piąte: włosy po użyciu są sprężyste dzięki czemu nie łamią się w trakcie czesania.

Dostępność. Praktycznie każda Drogeria Rossmann.

Cena. W zależności od sklepu i promocji, cena waha się miedzy 30-40 zł.

Czy kupię ten produkt ponownie? Niestety nie. 

Dlaczego? Dlatego, że produkt jest dla mnie za drogi. Kupiłam go jakiś czas temu w drodze wyjątku ponieważ dostałam trochę gotówki w prezencie i postanowiłam zaszaleć :D. Czasami warto znaleźć jakiś równie dobry i TANI zamiennik. Ja taki znalazłam. Tanim i równie dobrym zamiennikiem tego produktu jest olejek/serum arganowe BioElixire, które na pewno kupię ponownie.


Używałyście już odżywczy eliksir od L'oreal Elseve? A może przymierzacie się do kupna? Jakie jest Wasze zdanie na temat tego produktu? Warto? Nie warto?



Pozdrawiam, Magda

wtorek, 18 lutego 2014

Świąteczna edycja kremowych żeli pod prysznic Joanna - RECENZJA

ZAPRASZAM NA FACEBOOKA https://www.facebook.com/brokatwspreju

STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Hej!

Praktycznie w każdym wpisie, w którym pokazywałam świąteczną edycję żeli pod prysznic Joanna, widziałam Wasze, duże zainteresowanie. Zainteresowanie dotyczyło głównie zapachów bo nie ukrywajmy, zapachy są niecodzienne. Skoro byłyście tak zainteresowane żelami to zapraszam na recenzję :).



Świąteczna edycja kremowych żeli pod prysznic Joanna

Żele były do kupienia tylko i wyłącznie w komplecie. Komplet zawierał 3 żele o pojemności 100 ml o cudownych, aromatycznych zapachach: Marcepanowe Ciasteczka, Korzenne Pierniczki oraz Szarlotka z Lodami. Wszystkie zapachy były ładne, ale mi najbardziej przypadł do gustu zapach Korzennych Pierniczków, a następnie zapach Marcepanowych Ciasteczek. Szarlotka wypadła słabiej pod względem aromatu dlatego uplasowała się na trzecim miejscu. Przejdźmy zatem do żelowej charakteryzacji.


KORZENNE PIERNICZKI





MARCEPANOWE CIASTECZKA





SZARLOTKA Z LODAMI








OPAKOWANIE
Każda buteleczka zawiera 100 ml kosmetyku. Butelka prosta, ale bardzo ładna i estetyczna, lekko zwężana ku dołowi. Jest bardzo zgrabna i poręczna, wręcz idealna na podróż. Cała butelka + nakrętka, jest przeźroczysta dzięki czemu widać zużycie produktu. Nakrętkę można swobodnie zdjąć, gdy kosmetyk się kończy (aby nalać wody). Z przodu i z tyłu naklejki producenta - nie odklejają się pod wpływem wilgoci. Każda naklejka wygląda troszeczkę inaczej, jest utrzymana w innej tonacji kolorystycznej - nawiązującej do zapachu. Opakowanie żelu o zapachu Korzennych Pierniczków, utrzymane jest w czerwonej kolorystyce, a na naklejce widnieją korzenne pierniczki z lukrem. Opakowanie żelu o zapachu Marcepanowych Ciasteczek, utrzymane jest w kolorystyce kremowo-fioletowej, a na naklejce widnieje marcepanowa muffinka. Opakowanie żelu o zapachu Szarlotki z Lodami, utrzymane jest w kolorystyce kremowo-żółtej (jak szarlotka), a na naklejce widnieje apetyczna szarlotka z dużymi kawałkami jabłek i lodami. Wszystko prezentuje się bardzo smakowicie, jak najbardziej na plus. 
Żele można było kupić w świątecznym plastikowym opakowaniu:

KONSYSTENCJA
Ja jestem fanką żeli bardzo gęstych. Żele Joanny niestety do tych najgęściejszych nie należą, ale nie są też rzadkie, czy wodniste więc spokojnie :). Gdyby konsystencja była ciut gęstsza, produkt zyskałby na wydajności, a tak (moim zdaniem) wydajność kuleje. Trzy opakowania po 100 ml skończyły mi się bardzo szybko. Zauważyłam również, że na wydajność produktu, wpływa jego "pienistość", czyli to, jak szybko i mocno produkt pieni się po zetknięciu z wodą i skórą. Niestety żele Joanna, pienią się słabiutko. Gdy aplikowałam go więcej, owszem, pienił się delikatnie, ale tak jak wyżej wspomniałam, ma to wpływ na wydajność kosmetyku (bo trzeba go wylać więcej). Lubię czuć żel na sobie, lubię czuć, że pokrywa całe moje ciało, lubię gęstą pianę, dlatego też wydajność jest dla mnie bardzo ważnym aspektem. Poza tym konsystencja jest faktycznie kremowa i delikatna (tak jak obiecuje producent). Widać dużą różnicę między żelem np. Synergen, o którym pisałam tutaj, którego konsystencja jest żelowa i galaretowata. Należy tutaj zwrócić uwagę również na kolor konsystencji. Jak zauważyłyście na zdjęcia powyżej, każda wersja zapachowa, to inny kolor konsystencji. Żel o zapachu Korzennych Pierniczków ma konsystencję koloru brązowego. Żel o zapachu Marcepanowych Ciasteczek ma konsystencję koloru białego, perłowego. Żel o zapachu Szarlotki z Lodami ma konsystencję koloru żółtego, bananowego.

ZAPACH
Zapach to kwestia (chyba) najciekawsza :). Jak już wyżej wspomniałam, wszystkie zapachy były ładne, ale mi najbardziej przypadł do gustu zapach Korzennych Pierniczków, a następnie zapach Marcepanowych Ciasteczek. Szarlotka wypadła słabiej pod względem aromatu dlatego uplasowała się na trzecim  (zapachowym) miejscu. Ciężko te zapachy opisać...bo w sumie nie ma co opisywać. Nazwy idealnie odzwierciedlają aromat wydobywający się z butelki. Żel o zapachu Korzennych Pierniczków pachnie typowo jak korzenne pierniki, czy ciasteczka. Ten zapach chyba każdy kojarzy? To zapach bardzo ciepły, świąteczny i otulający, wprawiający w dobry nastrój. Żel idealny do długiej, gorącej kąpieli przy świecach. Żel o zapachu Marcepanowych Ciasteczek pachnie jak marcepanowe batoniki z czekoladą. To kolejny zapach, który kojarzy mi się ze świętami. Moja mama co roku na święta, kupuje batoniki marcepanowe w czekoladzie, dlatego też zapach kojarzy mi się bardzo pozytywnie. Żel o zapachu Szarlotki z Lodami odrzucił mnie od razu (bez wąchania) z powodu szarlotkowych perfum Star Nature, które oddałam w swojej rozdawajce (klik). Perfumy nie wpasowały się w moje zapachowe gusta i postanowiłam oddać całą butelkę. Bałam się, że ten żel będzie "pachniał" tak samo, na szczęście tak się nie stało. Nie wiedziałam jak opisać Wam aromat tego żelu, ale po głębszym zastanowieniu, doszłam do wniosku, że żel pachnie jak gotowane, rozpaćkane jabłka z cynamonem. Zapachy żeli nie są za mocne czy też mdlące. Minusem jest fakt, że zapach nie utrzymuje się na skórze.

DOSTĘPNOŚĆ/CENA
$ Dostępność - seria była dostępna w Drogeriach lub sklepach z asortymentem Joanny. Lista sklepów podana jest tutaj.
$ Cena - zależna jest do sklepu, ale z tego co wiem, nie przekraczała 10 zł (za całe opakowanie z trzema żelami).

PODSUMOWANIE
Podsumowanie finalne jak najbardziej należy do pozytywnych. Dużo cech produktu, przemawia za tym, aby go kupić i wypróbować - chociaż teraz będzie problem z dostępnością. Jeżeli jeszcze kiedykolwiek, żele pojawią się w asortymencie sklepu Joanna, to polecam z czystym sumieniem. Po pierwsze: opakowanie, ładne, proste, estetyczne, a do tego bardzo zgrabne i poręczne. Po drugie: kremowa, delikatna konsystencja. Po trzecie: ZAPACHY, piękne, aromatyczne, ciepłe i zimowe. Wprawiające człowieka w dobry nastrój. Po czwarte: oczyszczanie skóry bez podrażnień, zaczerwienienia, pieczenia, wysuszenia, czy efektu ściągniętej skóry. Po piąte: super niska cena za opakowanie zawierające trzy buteleczki produktu. Czego chcieć więcej? 
Owszem, produkt ma swoje minusy np. dostępność, wydajność, konsystencja za słabo się pieni, ale czy to są, aż takie wady, które całkowicie wykluczałyby produkt z użycia? Nie sądzę :).

POLECAM =)



Pozdrawiam, Magda