piątek, 28 marca 2014

Śmierdziel od Yankee Candle !!!


STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Witajcie,


na blogu już od dawna, nie pojawiła się żadna włosowa recenzja. Chciałam to dzisiaj nadrobić i w czasie kąpieli myślałam, co mogłabym zrecenzować. I tutaj niestety doszłam do smutnego wniosku, otóż: nie mam co zrecenzować! Chciałabym opisać Wam jakiś cud natury dla włosów (bo ileż to można buble opisywać?), ale ostatnio nic się u mnie nie sprawdza! Nie wiem czy to wina ciąży, wina pogody, może złej pielęgnacji? Ostatnio nic nie działa moje włosy, kompletnie nic! Zaczyna mnie to irytować...Wszystkie kosmetyki są nijakie, nic nie robią z moimi włosami. Nawet Kallos Latte zaczyna mnie zawodzić! Włosy zrobiły się suche i smętne. Zafundowałam im wczoraj porządną dawkę nawilżenia (Kallos Latte + żel aloesowy) i wyszło mi na głowie "latające coś". Małe Baby Hair odstawały jak anteny, jakby leciały do nieba, a najdłuższe partie włosów były obciążone, ciężkie, poplątane, ciężkie do rozczesania. No dramat...

Postanowiłam zrobić recenzję wosku Yankee Candle. Chciałabym, wierzcie mi, żeby była to recenzja pozytywna. Niestety taka nie będzie. Wcześniejsze woski jakie paliłam i recenzowałam były ok, na prawdę ok, ale TEN przegiął pałę...Odpaliłam go wczoraj i gasiłam kominek prędzej niż zapalałam. Rozczarowałam się totalnie. Jeszcze teraz jak widzę i czuje ten wosk z folii robi mi się nie dobrze...



Przepraszam za zdjęcie w torebce foliowej, ale wosk kruszy się przeokropnie.


Może co nieco od producenta o samym zapachu:
"Wygląda jak słodka tarta i pachnie jak najlepsza, cukiernicza delicja! Wosk Salted Caramel to zjawiskowe połączenie mocno przypieczonego, trzcinowego cukru z dodatkiem orientalnej wanilii najlepszego sortu. Żeby nie było mdło, całość została delikatnie oprószona gruboziarnistą solą morską, która doskonale balansuje słodycz deseru i sprawia, że przysmak nigdy się nie nudzi, nie nie powszednieje. Tak doprawiony karmel to miszmasz słodkich i słonych esencji, które kojarzą się z rodzinnym ciepłem czy z domowymi wypiekami, które - jak na wyjątkowe łakocie przystało - są najlepszym sposobem na przetrwanie ciężkich, mocno depresyjnych jesiennych wieczorów."


Może teraz co nieco ode mnie:
Ja zacznę może od "dementowania" powyższych stwierdzeń ze strony goodies.pl. To będzie najlepsze rozwiązanie, bo gdy to pisałam zalewałam się łzami (ze śmiechu). Zacznijmy od "pachnie jak najlepsza cukiernicza delicja", no niestety, ale temu woskowi do delicji bardzo daleko. Jeżeli w jakiejś cukierni, sprzedano by mi taką delicję, już nigdy w życiu nic bym tam nie kupiła. To wzór złego smaku i niewiedzy o tym, jak smakuje prawdziwa cukiernicza delicja. Przypomina mi się śmieszna sytuacja z Gimnazjum, kiedy to koleżanka wysypała mi pół solniczki na wuzetkę z kremem. Domyślacie się jak taka wuzetka mogła potem smakować? Jeżeli tak, to zbliżacie się do "aromatu" wosku Salted Caramel. Idziemy dalej. "Wosk Salted Caramel to zjawiskowe połączenie mocno przypieczonego, trzcinowego cukru z dodatkiem orientalnej wanilii najlepszego sortu. Żeby nie było mdło, całość została delikatnie oprószona gruboziarnistą solą morską, która doskonale balansuje słodycz deseru i sprawia, że przysmak nigdy się nie nudzi, nie nie powszednieje.", no zacznijmy od tego, że wosk faktycznie pachnie jak mocno przypieczony cukier trzcinowy, ale gdzie ta wanilia z najlepszego sortu ja się pytam? Zapach jest cholernie mdły, a my na domiar tego otrzymujemy informację, że aby mdło nie było, całość została oprószona gruboziarnistą solą morską. Powiem tak, zapach jest mdły, bardzo mdły, okropnie mdły, a w połączeniu z solą wypada wręcz dramatycznie! I przysięgam Wam, to nie było delikatne oprószenie solą morską! Mam wrażenie, że w tą małą, biedną woskową tartę, ktoś wpompował kilogram czystej soli spożywczej. Wyobraźcie sobie, że jesteście w kuchni, bierzecie cukier trzcinowy, wsypujecie go do rondelka i stawiacie na gaz. Cukier zaczyna się pięknie karmelizować i ciągnąć. Pachnie bardzo słodko i przyjemnie. Nagle bum, do rondelka wpada Wam kilogram soli. Próbujecie karmel ratować, ale nic z tego. Maczacie palec, próbujecie i wymiotujecie! Tak właśnie widzę ten wosk! "Tak doprawiony karmel to miszmasz słodkich i słonych esencji, które kojarzą się z rodzinnym ciepłem czy z domowymi wypiekami", bardzo mi przykro, że to powiem, ale jeżeli komuś, ten wosk kojarzy się z rodzinnym ciepłem czy domowymi wypiekami to szczerze współczuje. Może i pachnie w ten sposób domowy wypiek, ale na pewno nie jest to wypiek Perfekcyjnej Pani Domu, czy Magdy Gessler. Nawet ja zrobię ciasto, które lepiej pachnie...Wosk jest rzekomo "najlepszym sposobem na przetrwanie ciężkich, mocno depresyjnych jesiennych wieczorów.", jak na razie to ja mam depresję bo ciągle czuje smród tego wosku.

Na domiar tego wszystkiego złego, wosk jest strasznie mocny, intensywny, duszący, wręcz zaczadzający. Uwalnia swój smrodek bardzo szybko, bardzo szybko rozprzestrzenia się po mieszkaniu i wchodzi w każdy jego zakamarek. Ja uwielbiam mocne, mdlące, intensywne i długotrwałe zapachy, ale ten...brak mi słów. Jeszcze nigdy nie zdarzyła mi się sytuacja nagłego gaszenia kominka czy świeczki z powodu brzydkiego zapachu. Na prawdę, NIGDY. Wczoraj był mój pierwszy raz. Musiałam to zrobić bo myślałam, że się uduszę!
Zapach niestety długo utrzymuje się w pomieszczeniach. Okna w moim mieszkaniu są ciągle otwarte, pomimo tego dzisiaj rano po przebudzeniu, ciągle czułam ten okropny zapach. W sumie to mam wrażenie, że dalej go czuję! Czuje jak ten zapach drąży moje drogi oddechowe.

Podsumowania nie ma sensu pisać. Posumowanie jest jedno: nigdy nie kupujcie tego wosku! Zawiodłam się na tym zapachu przeokropnie. Wosk zostawiam i chowam głęboko do szuflady. Nawet z torebki foliowej (szczelnie zakręconej) uwalania swój zapach! Coś niesamowitego! Nie odpalę go już nigdy w życiu. Zostaje tylko wywalenie do kosza. Pół tarty nie palonej i pół tarty palonej (przez niecałą godzinę) idzie na zmarnowanie.



A czy Wy próbowałyście już wosk 
Salted Caramel?



Pozdrawiam, Magda




czwartek, 27 marca 2014

Dzisiaj trochę kąpielowo, czyli krótka recenzja gruszkowo-cynamonowej soli do kąpieli i informacja od marki Luksja na temat nowych płynów do kąpieli


STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Witajcie,


z braku weny i pomysłów na dalsze wpisy, dzisiaj postawiłam na wpis typowo wodny, kąpielowy. Będzie to krótka, aczkolwiek postaram się aby była wyczerpująca, recenzja gruszkowo-cynamonowej soli do kąpieli od Dairy Fun (z tego co pamiętam jedna z Was dopominała się o jej recenzję na Facebooku) oraz krótka informacja jak uzyskałam od marki Luksja na temat słabej dostępności nowych płynów do kąpieli, o których pisałam Wam już nie raz, nie dwa. Postanowiłam do nich napisać, zgłosić zapotrzebowanie, braki w sklepach, niestety sprawa została przez nich totalnie olana - ale o tym w dalszej części wpisu. Zacznijmy od recenzji.



Gruszkowo-cynamonowa sól do kąpieli od Dairy Fun



"Aromatyczna sól do kąpieli Dairy Fun Gruszka&Cynamon - relaksująca kąpiel specjalnie dla Ciebie. Jej intensywny zapach sprawi, że nawet mała ilość dodana do kąpieli zmieni Twoją łazienkę w aromatyczny salon kąpielowy."

Skład: Sodium Chloride, Parfum, Cinnamal, Hexyl Cinnama, CI 19140, CI 42090, CI 47005.


Sól Dairy Fun otrzymujemy w plastikowym, estetycznym pudełku/słoiku o pojemności aż 470 g. Pudełko jest plastikowe, ale solidne, Oklejone naklejkami producenta - naklejki nie odchodzą pod wpływem wilgoci także duży plus.

Sól ma postać w miarę dużych (ciut większych niż cukier trzcinowy) kryształków koloru żółto-zielonego. Moim zdaniem to seledynowa żółć. Kryształki barwią wodę na lekko żółtawy kolor. Przepraszam, że to powiem, przepraszam za to porównanie, ale wg. mnie, woda po wsypaniu soli wygląda jakby była pełna moczu :), albo jakby ktoś nasiusiał do wanny. Woda ma po prostu kolor siuśków :D. W pewnym momencie, gdy uświadomiłam sobie ten fakt, ciężko było mi się wykąpać :D. Miałam jakiś taki uraz :D. Sól niestety nie pieni się po wsypaniu wody, ale to chyba normalne? Ja jednak jestem zwolenniczką dużej ilościami pachnącej piany.



Zapach soli prosto z opakowania jest cudowny, przepiękny, mocny, intensywny, ale mnie mdlący. Pachnie jak soczyste jabłka, okraszone szczyptą cynamonu. Zapach to wielki atut tego produktu, tym bardziej, że w kąpieli to właśnie zapach wiedzie prym.

Po wsypaniu soli pod strumień wody, chwilę czekałam, aż sól się rozpuści i wchodziłam do wanny. Rozpuszcza się bardzo szybko i co najważniejsze, rozpuszcza się praktycznie w całości - bo nie ma nic gorszego niż sól, która szczypie i uwiera w tyłek! Kolejnym plusem jest fakt, że sól w ciepłej wodzie idealnie uwalnia swój cudowny gruszkowo-cynamonowy aromat. Za pierwszym razem, gdy wsypałam ją do wanny, wyszłam z łazienki i wróciłam po paru chwilach byłam zdumiona tym, jak pięknie pachnie cała łazienka! Zapach w wodzie robi się ciut subtelniejszy, ale równie mocny jak z opakowania. Unosi się w całej łazience, utrzymuje się dosyć długo, a zapach przechodzi na skórę. Na skórze również pozostaje przez pewien czas. Jest to zapach bardzo odprężający i relaksujący. Gdyby jeszcze sól dawała pianę, byłby to kosmetyk idealny.

Te wszystkie plusy nie były by dla mnie zaskoczeniem, gdyby nie cena tej soli! Kupiłam ją za niecałe 4-5 zł w Suwałkach, w jakimś prywatnym sklepie kosmetycznym! Kupiłam ze względu na niską cenę. Byłam wręcz pewna, że to nie będzie nic ciekawego. Spodziewałam się, że sól nie będzie się rozpuszczała, że będzie brzydko pachnieć, albo że zapach nie będzie zbyt intensywny, a tu takie zaskoczenie. Mówię Wam szczerze, uwielbiam zapach tej soli do kąpieli! Z tego co pamiętam są jeszcze dwie inne wersje zapachowe.

Pewnie myślicie sobie, że skoro sól tak ładnie i mocno pachnie to może uczulać? Otóż ogłaszam wszem i wobec - nie uczuliła mnie, a wiecie, że w ciąży to różnie bywa. Skóra nie była podrażniona, czerwona, nie schodziła, nie łuszczyła się, nie dostałam wyprysków, ani innych cudactw. Skóra mnie nie swędziała, nie pojawił się ani świąd, ani pieczenie.

Jeżeli chodzi o wydajność soli to jest to kwestia indywidualna. Zależy od tego ile razy w tygodniu bierzecie kąpiel, ile wody lejecie do wanny, jaką intensywność zapachu lubicie oraz ile soli do wanny sypiecie - ja zawsze sypię na oko :). Kąpie się codziennie, ale soli nie używam codziennie. Mam jeszcze pół opakowania.

Czy kupię produkt ponownie? Niestety nie. Pomimo wielu plusów i zachwytów wolę jednak płyny do kąpieli, które dają obfitą pianę. Chyba, że wpadnę na genialny pomysł wymieszania płynu z solą :), ale może to się skończyć zaczadzeniem.


A Wy lubicie sole do kąpieli? 
Może miałyście jakąś sól od Dairy Fun?


A teraz przejdźmy do mniej przyjemnej części wpisu. Jeżeli czytacie mojego bloga to zapewne pamiętacie, że parę razy prosiłam Was o pomoc w poszukiwaniu nowych płynów do kąpieli Luksja. Chodzi mi o zapachy Yummy Marshallow oraz Peach Passion. Szukałam tych płynów w różnych sklepach, w różnych miastach (Rossmann, Natura, Hebe, Kaufland, Tesco, prywatne sklepy kosmetyczne, osiedlowe sklepy spożywcze, osiedlowe markety itp.), nic z tego. Poprosiłam koleżankę z Gdańska, aby poszukała ich u siebie. Odwiedziła różne sklepy kosmetyczne w tym Super-Pharmę i nic. O pomoc prosiłam również Was. Mieszkacie w różnych rejonach Polski. Myślałam, że mieszkam na takim zadupiu, że nie chciało im się sprowadzać tych płynów, ale u Was też ich nie ma! Stałam się bezradna, ale moja wrodzona upierdliwość i dociekliwość nie pozwoliła mi odpuścić! Napisałam do firmy Luksja na maila i na Facebooku. Odpowiedzieli mi dosyć szybko, ale jako konsument i osoba lubiąca ich kosmetyki czuję niedosyt w ich odpowiedzi.

Opisałam im całą sytuację. Opisałam gdzie szukałam płynów, w jakich sklepach, w jakich miastach. Napisałam, że na moim blogu powstał wpis o tych płynach, że inne bloggerki też nie mogą dostać owych kosmetyków i zapytałam wprost, cytuje:

"Czy jest szansa, że uzyskam od Państwa informację, gdzie płyny mogę kupić? Skoro to nowość, to dlaczego tych płynów nigdzie nie ma? Czy macie Państwo te płyny dostępne online? Czy można je nabyć u Państwa? Czy one były wprowadzone do sprzedaży tylko w wybranych miastach? Czy macie Państwo możliwość zaopatrzyć wybrane Drogerie w płyny o podanych wyżej zapachach?"

Otrzymałam odpowiedź o treści, cytuje:

"Yummy Marshmallow oraz Peach Passion to edycje limitowane. Powinnaś je znaleźć w E.Leclerc oraz osiedlowych sklepach np. PSS Społem.
Trzymamy kciuki za poszukiwania."

Te kciuki mogli sobie odpuścić. Ja oczywiście nie czułam się zaspokojona tą odpowiedzią. Napisałam im gdzie mieszkam, napisałam im, w jakich sklepach byłam, a oni wyskakują mi z E.Leclerciem, który zazwyczaj występuje w większych miastach. Brnęłam dalej:

"Nie ma u mnie w mieście sklepów typu E.Leclerc oraz osiedlowych PSS Społem. Rozumiem, że w innych sklepach nie ma tych płynów? Trochę to dziwne...Edycje limitowane powinny być wypuszczane w całości do ogólnodostępnych sklepów w określonym czasie...A okazało się, że płyny są w sklepach niedostępnych dla większości...sprzedajcie je on-line?"

Ten dialog zaczynał mnie powoli irytować. Tym razem dostałam odpowiedź:

"Magdalena, powinny być także dostępne w małych, osiedlowych drogeriach/sklepach."

No heloł? Jak zdarta płyta! Myślałam, że ktoś czyta to co ja piszę, ale wychodzi na to, że nie. Zadałam sobie w myślach pytanie, ile jeszcze razy mam pisać, że NIE MA? Klient zabiega o ich produkt, klient chce wprowadzenia ich do sklepów, a oni zamiast się postarać odwalają fuszerkę. 

Pytałam dwa razy o możliwość kupienia płynów online, ale oni stwierdzili, że zapytają mnie o to w połowie dialogu <walę głową w ścianę>. Zaproponowano mi zakup na stronie http://www.bdsklep.pl/produkty.html?query=luksja. Poziom mojej irytacji sięgną zenitu. W sklepie Luksja kosztuje 9,99 zł (na przecenie 6,99 zł), a oni proponują mi zakup płynu za 11 zł + przesyłka = cena końcowa to ponad 20 zł <znowu walę głową w ścianę>. Odpisałam im, cytuje:

"Bardzo chętnie...ale Luksja w sklepach kosztuje niecałe 10 zł, a tutaj 11 zł + przesyłka. Przepraszam, że to powiem, ale to śmieszne i niedorzeczne...Tyle osób chce kupić całą serię Waszych płynów, ja zgłaszam Wam braki i zapotrzebowanie i nikt się tym nie interesuje...Dlaczego wszystkie zapachy nie zostały wprowadzone do normalnych Drogerii? Czy to ma jakiś sens?"


I co zrobiła firma w tym momencie? Jak myślicie? Oczywiście CISZA :). Uwielbiam taki przemyślany PR oraz kompetencje osób, które prowadzą Fanpejdże i obsługę klientów :). Wiecie co? Jestem dociekliwa i upierdliwa, ale teraz pozwolę sobie sprawę odpuścić. Nie ma sensu dyskutować z firmą, która ma gdzieś swoich klientów. Nie ma sensu walczyć i zabiegać o produkty firmy, która o klientów nie dba. Nie wiem jak Wy, ale jeżeli ja miałabym swoją firmę kosmetyczną i miałabym z końca Polski info, że ktoś czuje zapotrzebowanie na mój produkt, od razu zrobiłabym wszystko co się da, żeby produkt dostarczyć. To firma ma dbać o dostępność kosmetyków, a nie klient! A jeżeli już, zdarza się sytuacja, że klient zgłasza zapotrzebowanie, to firma powinna stanąć na głowie i sprostać wymaganiom! Czy ja mam za duże wymagania? Dobrze chociaż, że to tylko durne płyny do kąpieli, ale przynajmniej widzicie jak klienci są traktowani. Myślałam, że firmy i ich kosmetyki są dla nas, dla ludzi, dla klientów. Jak bardzo się pomyliłam...

P.S. Zaznaczam, że wszystko powyżej co znajduje się w cudzysłowie, to autentyczna rozmowa z marką Luksja jaką prowadziłam dnia 26.03.2014r.


Co myślicie o podejściu marki Luksja do klientów?


Pozdrawiam, Magda


edit. 28.03.2013

Czy to nie dziwne, że dzień po opublikowaniu tego spisu, marka Luksja odezwała się do mnie na Facebooku?

"Magdalena, 
przepraszamy za zwłokę w odpowiedzi. Sprawdzamy dostępność produktów w Twojej okolicy. Jak tylko będziemy mieli więcej informacji damy znać."


edit. 03.04.2013

Ze strony marki Luksja cisza. Brak odpowiedzi :).

środa, 26 marca 2014

NOWOŚCI KOSMETYCZNE


STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Nowości kosmetyczne, które dzisiaj zaprezentuje nie charakteryzują się spektakularną ilością, ale (moim zdaniem) są ciekawe i warte przedstawienia.



Peeling Synergen Sweet Touch

Pisałam o nim przy okazji tego wpisu. Macie tam wszelkie informacje na temat tego jak stosuje ten produkt więc nie ma sensu się powtarzać. 


Kwiatowe mydło Babuszki Agafii

Naturalne Mydło Syberyjskie do pielęgnacji ciała i włosów, można je stosować jako szampon lub żel pod prysznic. Mydło przeznaczone do delikatnej pielęgnacji ciała i włosów. Polecane osobom ceniącym naturalne produkty kosmetyczne. Znakomite w pielęgnacji każdego typu skóry. Nie zawiera parabenów, sztucznych barwników, chemicznych substancji zapachowych i myjących. Nie wysusza skóry.
Efekt: gładka, odżywiona, zregenerowana i nawilżona skóra. Włosy wzmocnione, miękkie i pełne blasku.

Skład INCI:  Aqua, Cedrus Deodara Oil, Linum Usitassimum Oil, Arcticum Lappa Oil, Davurica Soybean Oil, Brassica Alba Oil, Hip pophae Rhamnoides Oil, Corylus Avellana Oil, Camelina Sativa Oil, Rosa Canina Oil, Pulmonaria Officinalis Intract, Calluna Vulgaris Intract, Hypericum Perforatum Intract, Tilia Cordata Intract, Origanum Vulgare Intract, Epilobium Intract, Chamomilla Recutita Intract, Salvia Officinalis Intract, Tusillago Farfara Intract, Centaurea Jacea Intract, Leuzea Carthamoides Intract, , Sodium Laureth Sulfate, Sorbitol, Cocamide DEA, Anemome Sylvestris Extract, Adonis Sibirica Extract, Malva Sylvestris Extract, Melilotu Officinalis Extract, Aralia Mandshurica Extract, Phellodendron Amurense Extract, Hesperis Sibirica Extract, Sorbus Aucuparia Extract, Glycyrrhiza Glabra Extract, Saponaria Alba Officinalis Extract, Saponaria Rubra Officinalis Extract,   Polygala Sibirica Extract, Beeswax, Propylene Glycol Chenopodium Amrosioides Extract, Mel, Propolis, Nectar Floralis, Pollen, Methylisothiazolinone.

Mydła Babuszki Agafii to niewątpliwie HIT internetu. I oczywiście wszystko zaczęło się od Anwen za sprawą tego wpisu. Pojawił się BUM na rosyjskie mydła co zaowocowało wysypem recenzji w blogosferze. Recenzji oczywiście pozytywnych. Wpisałam to mydło na swoją tajemniczą listę "Must Have" i po prostu czekałam. Czekałam, ale w sumie nie wiem na co, chyba na obniżenie cen mydła. W internecie mydła Babuszki można kupić za około 60 zł razem z przesyłką. 
Mi udało się dorwać to mydło na miejskiej, coniedzielnej giełdzie za 40 zł. Z tego co pamiętam na stoisku były też inne rosyjskie mydła (nie Babuszki), ale zdecydowałam się na to, gdyż o tym mydle czytałam w internecie. Wybrałabym czarne, polecane przez Anwen, ale niestety nie było dostępne.

Mydło zamknięte jest w wielkim, estetycznym słoiku i w swej konsystencji w ogóle nie przypomina mydła. Jego konsystencja jest gęsta, bardzo kremowa, a nawet jakby gumowa. Znacie takie ciasto jak karpatka? Mydło przypomina mi mocno stężały krem karpatkowy :). A nakładane na dłoń zachowuje się jak smar samochodowy :P. Dziwne, ale właśnie tak mi się kojarzy.
Pachnie trochę ziołowo, trochę kwiatowo. Bardzo delikatnie.
Jeżeli chodzi o aplikację to trzeba dojść do wprawy. Mydło trzeba porządnie rozmasować na skórze, w innym wypadku jego kawałki spadają do wanny. Rozmasowanie mydła na gładką, pienistą konsystencję trochę trwa.
Mydło znakomicie się pieni i to mnie miło zaskoczyło. Jak do tej próbowałam myć nim całe ciało, twarz i włosy. Mycie nim całego ciała jest dosyć mozolne, postanowiłam więc używać go głównie na twarz, zależy mi na pozbyciu się ciągle wyskakujących pryszczy, kaszaków, wągrów i zaskórników. Raz na jakiś czas będę aplikowała go na włosy. O dziwo na włosach mydło spisało się dużo lepiej niż SESA (recenzja), ale i tak były po użyciu dosyć szorstkie i poplątane. Coraz częściej utwierdzam się w fakcie, że mam bardzo suche włosy i takie produkty po prostu im nie służą. Jednak już po pierwszym użyciu widać/czuć, jak bardzo mydło Babuszki Agafii przedłuża świeżość włosów.
Czekam z niecierpliwością na efekty dłuższego stosowania na twarz. Nie ukrywam, że mydło ma bardzo wysoko postawioną poprzeczkę.


Herba Studio, maseczka do cery trądzikowej



Kosmetyki z serii BEST, przeznaczone są do pielęgnacji cery młodej ze skłonnością do łojotoku i trądziku.

Działanie:
- usuwa nadmiar sebum, likwiduje zmiany trądzikowe,
- delikatnie zmiękcza naskórek, usuwa martwe komórki,
- wygładza cerę, łagodnie ściąga pory,
- nadaje skórze zdrowy koloryt i wygląd.

Stosowanie:
Na oczyszczoną twarz nałożyć warstwę maseczki omijając okolice oczu i pozostawić na 15-20 minut. Zmyć tamponem zwilżonym letnią wodą. Stosować 1-2 razy w tygodniu.

Składniki aktywne:
Glinka biała, glinka różowa, woda oczarowa i lawendowa, ekstrakty z ziół, alantoina, tlenek cynku.

Kupiłam tą maseczkę ze względu na bardzo fajny i ciekawy skład. Użyłam jej wczoraj po raz pierwszy i rano obudziłam się z nowymi, brzydkimi, ropnymi pryszczami/gulami. Jestem ewenementem :D, ale próbuje dalej. Nie wiem jakim cudem te pryszcze wyrosły, ale wyrosły. Zobaczymy co będzie dalej. Pierwsze wrażenie bardzo złe.
Maseczka zastyga na twarzy tworząc skorupę, która ściąga twarz. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię to uczucie kiedy nie mogę ruszyć twarzą :D. Zmywa się dosyć topornie, ale ja robiłam to w trakcie kąpieli więc ujdzie w tłumie. Bywało gorzej. 
Bardzo zaintrygowały mnie recenzje tej maseczki na Wizażu. Praktycznie każda recenzująca dziewczyna pisała, że używanie tej maseczki jest krótko mówiąc, uciążliwe ponieważ od chwili nałożenia, ciągle zraszały twarz wodą, aby maseczka nie zastygła. Ona ma zastygać więc po co to zraszanie wodą? Może Wy wiecie?


Olej arganowy z LIDLA

W internecie i na blogach króluje od dawna. Kupujemy odżywki, maski, szampony, kremy, balsamy z olejem arganowym, oleje arganowe, ale czy ktoś wie, ile procent czystego oleju arganowego taki "arganowy kosmetyk" zawiera? Pewnie niewiele.
Obecnie w Lidlu jest promocja na ekologiczny, czysty olej arganowy do smażenia, którego ja do smażenia na pewno używać nie będę :).

Pojemność: 100 ml.
Cena: niecałe 20 zł.

A czy Ty, masz już swój olej arganowy? :>


Zainteresowało Was coś? 
A może macie ochotę pochwalić się swoimi nowościami?



Pozdrawiam, Magda

wtorek, 25 marca 2014

Perfecta Mama, czyli normalizująca maseczka do twarzy nie tylko dla mam!!


STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Witajcie,

o maseczce Perfecta Mama wspominałam Wam już w styczniu przy okazji Projektu Denko. Nie jestem typem kobiety, która ma bzika na punkcie swojej ciąży i dziecka. Nie jestem też typem kobiety, która z powodu ciąży przewraca całe swoje życie do góry nogami. Staram się żyć w miarę normalnie o ile nie dokuczają mi ciążowe dolegliwości. Nie odżywiam się nie wiadomo czym ekologicznym i "nie cuduje też pawiana" w kwestii kosmetyków czy zdrowia. Przez całą ciążę używam kosmetyków, których używałam wcześniej i przyznaje szczerze, że nie wiem dlaczego niektóre ciężarne odstawiają całą swoją kosmetyczkę, twierdząc, iż te kosmetyki zaszkodzą dziecku. Myślę, że to czysta paranoja i przewrażliwienie. Ja jestem przykładem ciężarnej, której dziecku nic się nie dzieje bo używa "szamponu z SLS". To oczywiście piszę z przekąsem. W Rossmannach są całe półki kosmetyków dla kobiet w ciąży (kremy, balsamy, płyny do higieny intymnej), ale moim zdaniem to "pic na wodę fotomontaż", aby naciągnąć nas na kasę. 


Zdarzyła się jednak w styczniu (4 miesiąc ciąży) sytuacja pogorszenia stanu cery. Ciągle coś mnie zapychało (ale nie wiem co bo nie używałam kremów do twarzy), uczulało, ciągle wyskakiwały mi jakieś pryszcze, wągry i zaskórniki, które przeobrażały się w ropne wykwity. Do tego wszystkiego skóra swędziała i piekła jednocześnie. Byłam czerwona ja burak. Odstawiłam dosłownie wszystkie kosmetyki do twarzy, używałam chyba jakiegoś olejku. Przerzuciłam się na pielęgnację samymi tonikami, lekkimi mleczkami, emulsjami, ale jak tylko zobaczyłam tą maseczkę w Rossmannie postanowiłam zaryzykować. Wiedziałam, że będzie delikatna, a mnie i mojej skórze na twarzy, był właśnie potrzebny łagodzący kompres w postaci maseczki. Nie używam jej regularnie. Nie kupuje jej za każdym razem, gdy jestem w Rossmannie. Użyłam jej dosłownie parę razy, ale efekty jej działania widać już po pierwszej aplikacji, dlatego też postanowiłam Wam o niej napisać. Wiadomo, recenzja to to nie będzie, ale co nieco mogę powiedzieć. A na prawdę warto o niej wspomnieć. Moja cera była wtedy w złym stanie, a maseczka pomogła mi ją ukoić w dosłownie 15-20 minut.




Maseczkę, Drogie Panie, znajdziecie w praktycznie każdym Rossmannie. U mnie była na oddzielnym stoisku (oddzielna półka) z kosmetykami dla matek. Jeżeli będzie szukały jej na półce z innymi "saszetkowymi" maseczkami to na pewno jej nie znajdziecie.

Maseczka dostępna jest w saszetce o pojemności 10 ml. Gdy zaczęłam jej używać, miałam tak podrażnioną skórę twarzy, że nakładałam na twarz od razu całą saszetkę. Jeżeli aktualnie nie potrzebujecie mega szybkiego uspokojenia i ukojenia cery, saszetka spokojnie starczy Wam na 2-3 użycia. Jej koszt to niecałe 1,80 zł.

Konsystencja maseczki jest wręcz genialna. Gęsta, lekko jakby pudrowa i śnieżno biała. Nakłada się ją na twarzy dosłownie jak śmietankę, czy mleko. Zapach też jest na plus. Pachnie bardzo ładnie i bardzo delikatnie. Trochę jak kremik dla dzieci albo talk dla dzieci. Aplikacja ani spłukiwanie nie stanowią żadnego problemu. Maseczka nie zastyga na twarzy, nie tworzy skorupy, ale też nie spływa z twarzy!

Nic nie swędzi, nic nie piecze! To była moja pierwsza myśl po nałożeniu owego produktu. Trzymałam ją na twarzy 15-20 minut następnie spłukiwałam. Pierwsze efekty? Otóż: przed nałożeniem maseczki (jak wyżej wspomniałam) miałam skórę czerwoną jak burak. Po maseczce skóra była ukojona, delikatna i rozjaśniona. Nabrała mlecznego, łagodnego odcienia. Odcienia ukojenia! Była wręcz rozświetlona, promienna. Idealna. Taka gładka i miękka.

Co więcej ma działanie oczyszczające, które widać na pierwszy rzut oka! Tak, już po pierwszym użyciu! Po zmyciu maseczki widać zmniejszone wągry i spłycone pory. Otwarte, rozdrapane, wyciśnięte pryszcze "ogasły", nie były już tak czerwone i podrażnione. Chociaż muszę przyznać, że w tamtej chwili najbardziej cieszyło mnie jednak ukojenie cery i to, że nic mnie nie boli, nie swędzi, nie piecze. A wierzcie mi, miałam na prawdę otwarte, ropne kratery. Maseczka ma też swoje działanie długofalowe! Po około 2 dniach od jej użycia, zauważyłam, że wspomniane otwarte, ropne kratery zaczęły zasychać! Potem po prostu się zabliźniły. Nie mogłam ich dobić żadnym kremem, żadną maścią. Wystarczyła tylko maseczka. Tylko jej udało się wysuszyć moje pryszczowe rany.

Na temat maseczek, kremów itp., praktycznie nie robię wpisów, nie piszę recenzji, bo nigdy nie widzę efektów, rezultatów stosowania tego typu kosmetyków. Mam wrażenie, że kremy w ogóle na mnie nie działają, a jeżeli już "działają" to jedynie zapychają i przetłuszczają moją skórę. Maseczki są po prostu za słabe. Spłukuje je z twarzy i co? NIC. 
O tej maseczce postanowiłam napisać ponieważ w końcu zauważyłam jakieś EFEKTY. A zdarza się to na prawdę rzadko.

Zastanawiam się właśnie, czy maseczka dostępna jest w wersji pełnowymiarowej...
Może Wy wiecie?

Stosowałyście już maseczkę normalizującą Perfecta Mama? Jeżeli jeszcze nie miałyście okazji jej używać (bo stwierdziłyście, że to kosmetyk TYLKO DLA MATEK), to ja Wam mówię: BZDURA
Może jej używać każda z Was :).


POLECAM



Pozdrawiam, Magda

poniedziałek, 24 marca 2014

Ciekawe ciekawostki o włosach, czyli PRAWDY i MITY na temat pielęgnacji włosów wg. Jagi Hupało


STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Witajcie,

ten wpis planowałam zrobić już od dawna, ale ciągle zapominałam. Dzisiaj nie będzie denka bo mało produktów zużyłam, będzie wpis o książce "Pokochaj swoje włosy" Jagi Hupało. Pisałam o niej jakiś czas temu na Pingerze, ale postanowiłam ten wpis nieco ulepszyć i napisać również tutaj. Do tej pory skutecznie udawało mi się zapominać, że planowałam Wam o niej napisać. Chowałam książkę pod biurko i dopiero dzisiaj, przy sprzątaniu, znalazłam ją i postanowiłam w końcu co nieco wspomnieć o niej na blogu. Wiele ciekawych treści znajduje się w książce, na pewno jeszcze zrobię wpis na jej temat. 
Dzisiaj postawiłam na wpis pt. "PRAWDY i MITY na temat pielęgnacji włosów wg. Jagi Hupało".



1. CODZIENNE PROSTOWANIE NISZCZY WŁOSY.
W dzisiejszych czasach to już nie jest prawdą. Tak było kiedyś, gdy nie istniały produkty zabezpieczające, a prostownice działały jak prymitywne żelazko. Teraz dobra prostownica ma, po pierwsze, specjalne powłoki ceramiczne, które ograniczają wysuszanie włosów. Po drugie, można ustawić odpowiednią temperaturę w zależności od rodzaju włosa. Jeśli jesteście przywiązane do codziennego prostowania włosów, zalecam wzmożone stosowanie preparatów regeneracyjnych.

2. LOKÓWKI I PROSTOWNICE STOSUJE SIĘ WYŁĄCZNIE NA WYSUSZONYCH WŁOSACH.
To akurat powinno być niepodważalną zasadą. Jeśli na wilgotne włosy stosuje się gorące urządzenie do stylizacji, powoduje to bardzo silne parowanie wody. Wiem, że czasem chcecie w ten sposób przyspieszyć prostowanie włosów albo wydaje się Wam, że loki będą bujniejsze i bardziej trwałe. Jednak unikajcie takich działań, ponieważ niszczy to strukturę włosa.

3. WŁOSY NAJLEPIEJ SUSZYĆ BEZ SUSZARKI. TO ZDROWSZE DLA WŁOSÓW.
Nic bardziej błędnego. Jestem zwolenniczką naturalnych działań, ale jeśli chodzi o suszenie, to powiem Wam, że strumień gorącego powietrza przyspiesza zamykanie łuski włosa. Dzięki temu włosy stają się lśniące, gładkie, a co za tym idzie - odporne na działanie szkodliwych środowiskowych zanieczyszczeń. Należy też dokładnie wysuszyć skórę głowy. Inaczej się uwrażliwia.

4. WŁOSY TRZEBA PODCINAĆ, A BĘDĄ SZYBCIEJ ROSŁY.
Prawdą jest jedynie to, że podcinanie końcówek włosów dobrze wpływa na ich urodę. Jeśli włosy są długie i zdrowe, to podcinanie ich co trzy miesiące absolutnie wystarcza. Inaczej jest, gdy włosy są susze. Wtedy trzeba to robić częściej. bo suche końcówki sprawiają, że fryzura staje się niesforna. Natomiast włosy krótkie wymagają takich zabiegów nawet co dwa, trzy tygodnie. Podcinanie włosów nie przyspiesza ich wzrostu. Po prostu dzięki tym zabiegom włosy lepiej się układają, a  fryzura zachowuje kształt.

5. ZIMNA WODA NADAJE WŁOSOM IDEALNY POŁYSK.
To prawda, że potrafi zastąpić dobre serum nabłyszczające. Stosowanie zimnej wody po zabiegach pielęgnacyjnych przyspiesza zamykanie się łuski włosa, co przekłada się na ich blask. Ale umówmy się, lodowaty prysznic nie należy do przyjemności. Ulubiona temperatura włosów to temperatura ciała, więc ostatnie płukanie wodą poniżej tej temperatury powinno być krótkie i zakończyć płukanie włosów. Wymarzony blask można osiągnąć używając najpierw ciepłej, potem letniej wody. I płukać włosy do chwili, aż zaczną skrzypieć pod palcami.

6. NIE WARTO INWESTOWAĆ W DOBRY SPRZĘT.
Suszarka to przecież tylko suszarka. To tak, jakby powiedzieć, że nie warto inwestować w sprawne hamulce w samochodzie. Suszarka, lokówka, prostownica powinny być najwyższej jakości. Rozgrzewać się bezpiecznie do określonych temperatur. Nowoczesna technologia, stosowana na przykład w prostownicach, wspomaga pielęgnację włosów. Należy wybierać sprzęty mające atesty.

7. KRÓTKIE WŁOSY ODMŁADZAJĄ.
Ani krótkie nie odmładzają, ani długie nie postarzają. Fryzura powinna zależeć od urody. Zdarza się, że obcięcie pięknych długich włosów na całkiem krótko odsłoni wszystkie mankamenty starzejącej się twarzy. Doda, a nie odejmie lat. Zanim w poszukiwaniu młodości zdecydujecie się skrócić włosy, zastanówcie się dobrze nas fryzurą. Prawdą jest, że włosy też się starzeją, więc zdarza się, że z biegiem lat tracą swój pierwotny wdzięk i urok. Wtedy można rozważyć obcięcie. Będą wyglądały lepiej, staną się łatwiejsze w pielęgnacji, czy odmłodnieją.

8. IM MOCNIEJSZY PRODUKT DO STYLIZACJI, TYM LEPSZY DLA KRÓTSZYCH WŁOSÓW.
Skuteczność nie zależy od mocy. Włosy krótkie w swoim założeniu dają komfort stylizacji i potrzebują minimalnego wsparcia produktu. Tylko wtedy, gdy zależy wam na podniesieniu fryzury do góry, sięgnijcie po wosk albo mocny żel.

9. WYPADANIE WŁOSÓW JESIENIĄ JEST NATURALNE.
Wypadanie włosów to zupełnie normalna sprawa. Natomiast jeśli zaczynamy je tracić w nadmiarze, warto się temu przyjrzeć. Sezonowe wypadanie większej liczby włosów ma swoje przyczyny. Wiosną bywa nią brak witamin lub przesuszenie skóry głowy spowodowane noszeniem czapek i przebywaniem w ciepłych pomieszczeniach. Jesienią natomiast możemy tracić więcej włosów po zbyt intensywnym działaniu promieni słonecznych latem. Czasem wypadanie włosów spowodowane jest zaburzeniami hormonalnymi, nieodpowiednią dietą lub stresem. Więc bez względu na porę roku lepiej obserwować, ile włosów tracimy.

10. WŁOSY KRĘCONE NIE POTRZEBUJĄ LOKÓWKI.
Jeśli mają naturalnie ładny i elastyczny skręt, to rzeczywiście lokówka jest zbędna. Ale ten typ włosów miewa skłonność do puszenia się lub bezpośrednio po myciu do skręcania w bardzo drobne loczki. Za pomocą lokówki można ten stan poprawić i nadać fryzurze bardziej uporządkowany charakter.

11. SZCZOTKOWANIE WŁOSÓW POPRAWIA ICH WYGLĄD.
Nie zaprzeczam . Mały gest wieczorem, z którego się nie powinno rezygnować. Delikatne szczotkowanie jest zabiegiem oczyszczającym, stymulującym mikrokrążenie w mieszkach włosowych, a przede wszystkim rytuałem, którym powinnyśmy kończyć codzienną pielęgnację włosów. Nie polecam jednak osobom, które mają problem ze skórą głowy.

12. NAJLEPSZE DLA WŁOSÓW SĄ SZAMPONY DLA DZIECI.
Jeśli nie masz większych problemów ze skórą, możesz po nie śmiało sięgać. Jest jednak małe "ale". Twoja gospodarka hormonalna, a więc i przy okazji Twoja skóra, zmienia się z wiekiem. A szampony dla dzieci tworzone są z myślą o skórze tłustej, bo skóra niemowląt jest fizjologicznie najbardziej tłusta. Stąd kosmetyki dla dzieci, w tym szampony, mają zazwyczaj działanie lekko odtłuszczające. Jeśli więc masz skórę suchą o stosujesz szampon dla dzieci, może to z jednej strony powodować dodatkowe wysuszenie skóry. Z drugiej zaś pobudzać gruczoły łojowe do pracy i zwiększać produkcję sebum. Efekt? Sucha skóra głowy i szybciej przetłuszczające się włosy.

13. GRZYWKA I WŁOSY KRĘCONE TO NIEDOBRANA PARA.
W tym wypadku wszystko zależy od talentu fryzjera i skrętu włosów. Raczej nie należy obcinać jej na mokro bo po wysuszeniu może okazać się zbyt krótka i nieefektowna. Trzeba dobrze przyjrzeć się lokom nad czołem, w którą stronę się skręcają i jak bardzo. Z całą pewnością próby obcinania grzywki na prosto są ryzykowne, bo trudno jest uzyskać idealną linię. Natomiast jeśli chodzi o zasady, to nie ma przeciwwskazań, by właścicielki pukli nosiły grzywki.

14. WŁOSY ROZCZESANE PO WYSUSZENIU STANĄ SIĘ BARDZIEJ PUSZYSTE.
Włosy należy rozczesywać zaraz po umyciu grzebieniem z szerokimi zębami. Zaczynając od końców, powoli przesuwać się w stronę nasady. Jeśli włosy trudno się rozczesują, należy spryskać je odzywką ułatwiającą rozczesywanie. Tylko w ten sposób uda się uniknąć nadmiernych uszkodzeń, takich jak łamania, rozdwajania końcówek oraz nasilonego wypadania. Dla uzyskania większej puszystości można powtórzyć również zabieg rozczesywania na włosach suchych płaską, szeroką szczotką.

15. CZĘSTE MYCIE WŁOSÓW PRZETŁUSZCZAJĄCYCH SIĘ SPRAWIA, ŻE SZYBCIEJ SIĘ PRZETŁUSZCZAJĄ.
Włosy przetłuszczające się należy myć, gdy tylko tego potrzebują. Istotne jest, by używać odpowiedniego szamponu i nie masować zbyt intensywnie skóry głowy. To pobudza pracę gruczołów łojowych. Należy pamiętać o tym, że dobrze im robi ostatnie płukanie chłodną wodą. A odżywkę nakładać na końce włosów.

16. ODŻYWKĘ WARTO WCIERAĆ W SKÓRĘ GŁOWY.
Istnieją specjalistyczne odżywki, przeznaczone do tłustej skóry głowy albo nadmiernie wypadających włosów, które nakłada się zarówno na włosy, jak i na skórę. Wtedy takie działanie ma sens i wyraźnie poprawia kondycję włosów. Pozostałą grupę odżywek należy nakładać wyłącznie na włosy. Zgodnie z zaleceniem producenta. Inaczej trudno je będzie wypłukać ze skóry głowy. Co więcej, zupełnie niepotrzebnie obciążają włosy, nie przynosząc żadnych pożytecznych rezultatów.

17. W CIĄŻY NALEŻY ZAPRZESTAĆ FARBOWANIA WŁOSÓW.
W dzisiejszych czasach nie jest to konieczne. W pierwszym trymestrze należy unikać farb z amoniakiem. Dlatego, że są duszące i to może powodować dyskomfort. Jeśli się okaże, że w ciąży skóra głowy stała się wrażliwsza, można zmienić farbowanie całościowe na fragmentaryczne, zachowując dystans od skóry głowy. Dla najbardziej wrażliwych osób lub obawiających się w tym czasie intensywnych zabiegów fryzjerskich polecam płukanki koloryzujące, łagodne i pozbawione intensywnych chemikaliów. Oczywiście w tym przypadku trzeba je częściej stosować, ponieważ w tej grupie produktów kolor szybko traci swoje walory.

18. NATURALNE CIEMNE WŁOSY SĄ MOCNIEJSZE OD NATURALNYCH WŁOSÓW BLOND.
To prawda, są one z natury grubsze i mocniejsze. Wprawdzie blondynki mają więcej włosów, ale za to często są one cieńsze i podatniejsze na szkodliwe działanie czynników zewnętrznych. Łatwiej wysychają, a w konsekwencji kruszą się i rozdwajają.

Źródło powyższego tekstu: "Pokochaj swoje włosy" Jaga Hupało


Co myślicie o tych podpunktach?



Pozdrawiam, Magda








P.S. Zobaczcie co udało mi się dorwać na bazarze :D

sobota, 22 marca 2014

Czy codzienne peelingowanie twarzy to dobry pomysł? Czy codzienne peelingowanie twarzy ma sens?


STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Witajcie,

coraz częściej zdarza mi się robić przerwy w pisaniu postów. Niestety jest to spowodowane moim obecnym stanem psychicznym i fizycznym. Ciąża daje mi się we znaki jeszcze bardziej niż wcześniej. Nie śpię całymi nocami, oglądam telewizję, albo gapię się w sufit. Próbuję drzemać w ciągu dnia. Wyglądam jak zombie. Jestem blada jak ściana. Ucisk na pęcherz jest tak mocny, że jedyne co mogę robić i mieć chwilę spokoju to siedzenie na krześle. Nawet na spacer nie mogę iść...chcę mi się siusiu dosłownie 24 godziny na dobę. Chadzam do ubikacji co 5-15 minut, na niczym nie mogę się skupić. Brzuch pobolewa mnie jak w trakcie miesiączki. Chodzę niewyspana, zmęczona, rozdrażniona. Jem coraz mniej bo po prostu nie mogę...Po prostu nie wiem co się dzieje...ale dosyć o tym...


Dzisiejszy wpis chciałabym poświęcić tematyce peelingowej. Parę dni temu przeczytałam wpis pt. "Moja piramida codziennej pielęgnacji twarzy" tutaj i nie byłoby w tym wpisie w sumie nic ciekawego (ciekawego dla mnie) gdyby nie akapit poświęcony codziennemu peelingowaniu twarzy. Zazwyczaj peelingi kojarzą nam się z czym ostrym, mocnym, zdzierającym i jak zauważycie w w/w wpisie, sporo komentarzy (w tym mój) to zdziwienie. Zdziwienie nad tą właśnie metodą pielęgnacji. Wiele osób (w tym ja) ma dosyć wrażliwą skórę na twarzy, peelingi mechaniczne potrafią ją dodatkowo podrażnić. Autorka bloga wspomniała o tym, jakiego peelingu używa i wspomniała również, że używa go codziennie od ponad roku i nic złego nie zaobserwowała. Postanowiłam kupić ten peeling i używać go codziennie rano i wieczorem. Mowa o peelingu Synergen Sweet Touch. Zadawałam sobie pytania: "Czy codzienne peelingowanie twarzy to dobry pomysł?", "Czy codzienne peelingowanie twarzy ma sens?", ale i tak postanowiłam spróbować.





Używam go dopiero parę dni i tak na prawdę nie powinnam się jeszcze wypowiadać na jego temat, dlatego wpis nie będzie recenzją owego peelingu. Wpis będzie dotyczył metody pielęgnacji twarzy, która polega na codziennym jej peelingowaniu. Stosuje tą metodę pielęgnacji bardzo krótko (!), ale już zauważyłam pewne objawy, które świadczą o jej skuteczności i o tym, że skóra zaczyna się regenerować!


Co zatem zauważyłam?
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po tym paru dniach stosowania to to, że skóra zaczęła się regenerować i złuszczać. Drobne ranki zaczęły się zabliźniać, sucha skóra zaczęła odpadać płatami! A na miejscu tych płatów rośnie nowa, czysta skóra. Przyjrzałam się skórze bliżej (dobre, duże lustro + dobre światło) i zauważyłam, że wągry (czarne kropki) pomniejszyły się, a pory widocznie spłyciły. Co więcej, cera nie zapycha się tak jak wcześniej i nie budzę się codziennie rano z nowym, małym pryszczem czy białym, głębokim zaskórnikiem, z którego po wyciśnięciu wyskakuje kaszkowata maź. Skóra jeszcze nie jest gładka i miękka tak, jakbym tego chciała, ale wierzę, że przy dłuższym i regularnym peelingowaniu ten efekt jest możliwy do osiągnięcia. I tak, jak na parę dni stosowania powyższe efekty są zadowalające.

Moja pielęgnacja twarzy nie jest skomplikowana. Odkąd cera w ciąży zaczęła się "psuć", przerzuciłam się na spokojniejszą i uboższą pielęgnację. Zmieniam tylko żele do mycia twarzy. Wcześniej nigdy nie zauważyłam aby sucha skóra zaczęła odpadać płatami i tak dalej więc jestem pewna, że jest to sprawka peeligowania. Wcześniej używałam peelingu tylko "od wielkiego dzwonu", skóra nie była na bieżąco oczyszczana i złuszczana co powodowało powstawanie zanieczyszczeń. Jak moja cera zniesie ten eksperyment to czas pokaże, na razie jest dobrze. Wychodzi na to, że niektóre typy cery wymagają tak dogłębnego, codziennego oczyszczania.

Jednak muszę tutaj zaznaczyć jedną ważną kwestię. Peeling Synergen nie jest peelingiem bardzo agresywnym (!), dlatego też nadaje się do codziennego stosowania. Kosmetyk ma konsystencję żelu (jak żel do mycia twarzy), nie pieni się, a jego drobinki są na prawdę bardzo delikatne. Ich wmasowywanie w skórę przypomina masaż. 


Przykładowo, tego peelingu nigdy nie użyłabym do codziennego peeligowania:

Peeling ze zdjęcia powyżej jest bardzo mocny, ostry i agresywny. Już po paru sekundach masowania, czuję jak palce mi drętwieją. Nieodpowiedni peeling (zbyt ostry) stosowany codziennie może przynieść więcej problemów niż korzyści.


Co myślicie o takiej pielęgnacji twarzy?



Pozdrawiam, Magda

wtorek, 18 marca 2014

Wosk zapachowy YANKEE CANDLE: Garden Sweet Pea (Słodki Groszek) - RECENZJA


STOP PRZEMOCY WOBEC ZWIERZĄT (KLIK)


Witajcie,

właśnie się zorientowałam, że dawno nie robiłam recenzji jakichkolwiek wosków. Recenzja nie pojawiła się od ponad miesiąca. W tym czasie spaliłam parę wosków więc czas nadrobić recenzję. 



Jakie woski paliłam ostatnio?



Dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam wosk YANKEE CANDLE: Garden Sweet Pea (Słodki Groszek)
To wosk, który paliłam przez ostatnie dwa dni więc jestem gotowa na jego charakterystykę.
Przepraszam za zdjęcie w torebce foliowej, ale wosk kruszy się przeokropnie.




Może co nieco od producenta o samym zapachu:
"Pachnący groszek - romantycznie pnący się po drewnianych, sielskich sztachetach ugiętego pod ciężarem mchu płotka. To cudownie ciepły obrazek kojarzący się ze spokojnym życiem cichej prowincji. A kiedy do tego rysunku dorzucimy dostojną frezję, dojrzałą, kuszącą słodkim nektarem brzoskwinię, zapach gruszkowego miąższu i esencję wyciekającą wprost z kwiatów różanego drzewka - wtedy otrzymamy portret aromatu idealnego: przytulnego, kwiatowego, ogrodowego! Tak własnie rysuje się kompozycja Garden Sweet Pea - kusząca mnogością składników cudem zamkniętych w małej, woskowej tartaletce."


Może teraz co nieco ode mnie:
Szczerze muszę przyznać, że wosk nie za bardzo kusił mnie swoją "osobą" do odpalenia. Stwierdziłam jednak, że coś niepozornego, z początku nieatrakcyjnego, nudnego, obłego może okazać się totalną przeciwnością, czyli ideałem. Ten wosk ideałem nie jest, nie kupiłabym go ponownie (gustuje w innych aromatach), ale absolutnie nie skreślam go tytułem zapachowego bubla. Zapach bardzo mi się spodobał, aczkolwiek śmiem twierdzić, że bardziej spodobał by się mojej mamie, czytaj: osobie spokojnej, czasami melancholijnej. Zapach pasuje również do romantyczek i domatorek.

Przejdźmy teraz do kwestii zapachu. Wosk w opakowaniu, a w kominku to dwie, zupełnie różne bajki. Wosk zafoliowany pachnie bardzo intensywnie, słodko i mdląco. Przypomina mi zapach kwiatowy, lekko...bzowy? Na pewno nie czułam brzoskwini, gruszki, czy różanego drzewka. Chociaż dochodzę teraz do wniosku, że to właśnie brzoskwinia i gruszka nadaje temu woskowi ten słodki aromat. Co do frezji, nie wiem jak pachnie frezja więc nie będę się wypowiadała.
Jeżeli chodzi o zapach już w kominku. Na pewno nie jest to zapach, który atakuje Was od razu, od momentu podpalenia kominka. Jego aromat rozkręca się bardzo powoli, ale to przyjemne doznania. Dzięki temu, że zapach rozkręca się powoli, my wąchające, mamy czas na to, aby zapoznać się z aromatem, przyzwyczaić się do niego i odkrywać co chwilę jego nowe nuty. Jak wspomniałam wyżej, wosk zafoliowany pachnie bardzo intensywnie, słodko i mdląco. W trakcie palenia ten efekt znika. W trakcie palenia, wosk nabiera romantyzmu, delikatności i subtelności. Co ciekawe, w trakcie palenia przestaje być słodki i już kompletnie nie wiem co w nim wyczuwam. Na pewno nie są to owoce, na pewno są to kwiaty. Tak naprawdę woski Yankee Candle pachną mi tym, co jest zawarte na opakowaniu, na naklejce. W przypadku Garden Sweet Pea wyobraziłam sobie, że znajduje się w ogrodzie pełnym bzów i innych niebieskich kwiatów. Jest wiosna, jest ogród, wszystko budzi się do życia, wszystko dopiero rośnie, rozkwita i niebiańsko pachnie.
Przyznaje bez bicia, wosk z opakowaniu podoba mi się dużo bardziej, niż wosk palony! Aczkolwiek może to wynikać z mojego zamiłowania do mocnych i intensywnych zapachów.

Pod względem intensywności zapachu jest wręcz idealny. W trakcie palenia staje się dużo lżejszy, niż początkowo może się wydawać, ale fenomenem tego zapachu jest fakt, że po dłuższym paleniu jest mocno wyczuwalny w domu. Co więcej, szybko roznosi się po większej części mieszkania, a niektóre woski tego "nie potrafią". Kiedy siedzę pół dnia w mieszkaniu, gdzie pali się Garden Seet Pea ciężko ocenić jego idealnie wyważone aromaty i ich intensywność. Udało mi się to ocenić dopiero wtedy, kiedy wyszłam z domu i zapomniałam zgasić podgrzewacz! Po około godzinie, wchodzę z Bartkiem do domu i jest zonk. Zatrzymujemy się i nie możemy dojść do ładu "co tak ładnie pachnie". To kolejny wosk, którego Bartek nie skrytykował, więc jest dobrze :).
Mój nos szybko przyzwyczaja się do zapachów, którymi go katuje, ale w tym wypadku śmiało mogę stwierdzić, że zapach dosyć długo otrzymuje się w palonym pomieszczeniu, a nawet w większości mieszkania.

Podsumowanie? Cóż ja mogę napisać? Nie bardzo wiem co, pomimo pochlebnej recenzji, moje odczucia są bardzo mieszane. Każdy człowiek jest inny i gustuje w innych aromatach, czyż nie? Ten wosk jest ładny, nawet bardzo ładny, pali się u mnie już trzeci dzień i nadal kusi swym aromatem, do tego nie zawiodłam się na intensywności, ale...No właśnie, jest "ale". "ALE" jest takie, że ja po prostu nie gustuję w kwiatowych zapachach, miałam okazję odkupić go taniej, więc zaryzykowałam. Ten zapach pomimo tego, że ŁADNY, jest dla mnie zbyt banalny. Moim zdaniem, wszystkie kwiatowe zapachy są banalne.
Wosk Garden Sweet Pea polecam osobom, które nie lubią męczyć swoich nozdrzy, polecam osobom delikatnym, subtelnym, romantycznym. To zapach na chwilę zadumy. W te okropne obecnie dni, przypomina wiosnę. Nastraja bardzo optymistycznie. Pachnie bardzo ciepło i przyjemnie.
Jeżeli jesteś osobą temperamentną, z gorącym, buntowniczym charakterem, lubisz zapachy ziołowe, kadzidlane, korzenne, mocne, mdlące - nie jest to wosk dla Ciebie.


A czy Wy próbowałyście już wosk 
Garden Seet Pea?



Pozdrawiam, Magda









P.S. Dla chętnych i zainteresowanych: Jestę Grubasę, czyli aktualizacja ciążowa :D