poniedziałek, 5 maja 2014

DENKO inaczej - całe opakowanie, a wyrzucić/oddać trzeba :(. Dzisiaj post o nieidealnych tapetach do twarzy...


Witajcie,

denko nie dawno było, a dzisiaj zrobimy kontynuację. Znalazłam w swoich czeluściach kosmetycznych, trzy produkty (jeden pełnowymiarowy i próbki), których nie zdzierżę i muszę się ich pozbyć. Tak się składa, że są to "tapety" do twarzy. 


Produkt pełnowymiarowy to podkład od Eveline - to już enty bubel z tej firmy o którym piszę i chyba zrobię oddzielną zakładkę o tej treści :/. Następnie mamy próbkę kremu BB z Rimmela i dwie próbki kremu tonującego Ziaja SPF 50+. 

Pomimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie zużyć tych produktów, a wierzcie mi, zdarza mi się to bardzo rzadko! Zazwyczaj jak coś się u mnie nie sprawdza, staram się produkt zużyć inaczej, a tych mazideł nie mogę! Są tak genialnie niedopasowane do mojej cery, że bardziej niedopasowanym już się nie da być :D. Poniżej przedstawiam owe produkty z krótkim opisem, a jutro oddaje je przyjaciółce. Mam nadzieje, że u niej te produkty się sprawdzą i że będzie zadowolona.



Na pierwszy ogień idzie długotrwały podkład kryjący Magical Cover; Argan Oil; SPF 10; Kwas Hialuronowy; 5in1 Long-Lasting Covering Make-Up; 16 h od Eveline Cosmetics. Niezły opis co? Zazwyczaj to, co posiada opis wychwalający pod niebiosa, okazuje się dnem totalnym.
Produkt otrzymujemy w tradycyjnej (jak na podkłady) czarnej, nieprzeźroczystej tubce o pojemności 30 ml. Mój egzemplarz jest koloru 01 i pochodzi ze strony http://klub-ekspertek.ofeminin.pl/, gdzie zostałam wytypowana w zeszłym roku do jego przetestowania. Użyłam go jednak max 3 razy...
Konsystencja podkładu na pierwszy rzut oka jest w porządku. Nie za gęsta, nie za rzadka. Dobrze się rozsmarowuje, nie robi smug i tak dalej.



Niestety po nałożeniu podkładu na twarz bajka się kończy. Na mojej mieszanej cerze, podkład zamienił się w oleistą, świecącą się maź, której nie mogłam niczym zmatować to pierwszy problem. Nawet gdy udało mi się uzyskać delikatny max, nie trwał od długo, to drugi problem. A przecież producent obiecuje, że podkład jest do każdego typu cery. Z opakowania bije hasło DŁUGOTRWAŁY PODKŁAD KRYJĄCY, a niestety nie ma ani krycia, ani trwałości. Krycie jest bardzo średnie, wręcz słabe, a co do trwałości no to cóż...schodzi szybko i nieoczekiwanie :). To chyba wystarczy, aby zakwalifikować produktów do bublów, prawda? A na deser mogę dodać, że podkład bardzo ładnie zapycha cerę :). 

A więc mamy: 
1) tłustą, oleistą konsystencję, 
2) świecącą się gębę, 
3) brak możliwości zmatowienia, 
4) słabe krycie, 
5) słaba trwałość oraz 
6) zapychanie. 

A przecież producent obiecuje nam: 
1) dobre krycie niedoskonałości, 
2) wyrównanie kolorytu, 
3) skuteczne matowienie, 
4) nawilżenie i wygładzenie oraz 
5) dotlenienie i rozjaśnienie.

Więc jak to jest Panie Producencie?


Następny na odstrzał idzie krem BB 9w1; SPF 25 od RimmelaProdukt otrzymujemy w tradycyjnej (jak produkty tego typu) nieprzeźroczystej tubce. Ile pojemności ma pełnowymiarowa tubka? Tego nie wiem, mój egzemplarz jest próbką o pojemności 8 ml w kolorze light. 
Konsystencja jak na krem BB jest dosyć gęsta i treściwa, ale mnie osobiście to nie przeszkadzało i gdy aplikowałam go na rękę wcale nie zapowiadał się źle.


Niestety w trakcie aplikacji znowu kończy się piękna bajka. Już w trakcie wsmarowywania produktu w skórę zauważyłam, że coś jest nie tak ponieważ krem w ogóle nie wchłaniał się w moją skórę. Mogłam tak trzeć i trzeć i nic. Co się stało w związku z tym? No oczywiście im dłużej trzemy, wklepujemy i tak dalej produkt zarzyna się warzyć, mazać. I co się wtedy dzieje? No oczywiście robią się plamy i smugi. Jak na krem BB jest to niedopuszczalne! Kremy BB mają być lekkie, beztłuszczowe, delikatne jak chmurka. Mają się szybko wchłaniać i stanowić bazę pod makijaż, a tutaj niestety tego nie ma. Co więcej produkt Rimmela tworzy na powierzchni skóry widoczną, nieciekawą powłoczkę oraz uwydatnia suche skórki. Na pewno nie ma tutaj mowy o wygładzeniu czy wyrównaniu kolorytu skóry.
Zapomniałam też wspomnieć o tym, że roluje się na twarzy :).

A więc mamy:
1) brak wchłanialności produktu w skórę,
2) tworzenie plam i smug na twarzy,
3) uwydatnianie suchych skórek,
4) nie wtapianie się w cerę co wygląda nienaturalnie,
5) widoczna i nieestetyczna na skórze "tapeta",
6) roluje się.

A przecież producent obiecuje nam: 
1) nawilżenie,
2) minimalizowanie porów,
3) korygowanie,
4) krycie niedoskonałości,
5) wygładzenie,
6) matowienie,
7) rozświetlenie,
8) ochronę skóry,
9) idealną bazę pod makijaż.

Czy więcej nie dało się już obiecać?




Ostatnim cudem jest tonujący krem do twarzy Ziaja; SPF 50+; skóra naczynkowa; o naturalnym odcieniu. Próbek miałam kilka, zużyłam jedną, czy dwie gdzie jedna starcza spokojnie na 3-4 użycia. Nawet takie małe zużycie pozwoliło mi na wyrobienie sobie negatywnej opinii o tym produkcie.
Konsystencji niestety nie mam jak Wam pokazać - rozwalenie próbki byłoby wręcz głupotą. Mogę jednak co nieco o niej powiedzieć. Po pierwsze: kolor, ten akurat był fajnie dopasowany i ten naturalny odcień, który obiecuje producent faktycznie jest naturalny i delikatny. Jestem bladolica, a kolor był świetny więc to o czymś świadczy. Po drugie: gęstość, tutaj również byłam zadowolona. Konsystencja jest rzadka, lejąca, ale aplikuje się bardzo fajnie. Na tym plusy niestety się kończą. Minusem konsystencji jest jej tłustość, wręcz oleistość. Po nałożeniu kremu na twarz świeciłam się jeszcze gorzej jak po podkładzie Eveline. Kolejnym minusem jest ciężkość konsystencji. Oblepia ona całą twarz, miałam wrażenie jakby była pokryta silikonem - a tak niestety działają wysokie filtry. Jak na krem tonujący okropność. Nie radzę używać tego produktu w lato. Konsystencja jest tak ciężka, że nałożenie podkładu jest po prostu niemożliwe - nie wspominając już o zwykłym pudrze...Krycie jak na krem tonujący było ok, niestety to za mało. Czy zapycha? Odpowiedź brzmi: TAK.

Producent zapewnia nam bardzo wysoką ochronę przed promieniowaniem, zapobieganie podrażnieniom słonecznym, ochronę naskórkowych zmian barwnikowych, zabezpieczenie skóry przed powstawaniem przebarwień, neutralizację wolnych rodników, wyrównanie kolorytu, krycie niedoskonałości oraz przywrócenie cerze zdrowego i młodzieńczego wyglądu, ale co z tego? 
No co z tego skoro jest to produkt na lato, a moim zdaniem produkt jest tak ciężki i tłusty, że kompletnie nie nadaje się na lato. Tworzy na powierzchni twarzy tłustą, lepką warstwę, która w połączeniu z potem tworzy zabójczą maskę i genialne podłoże dla bakterii. Skóra w ogóle nie oddycha, a do tego dochodzi utrudnione zmywanie produktu.

Wągry i zaskórniki witajcie!



Może ja jestem dziwna? Może zbyt wymagająca, że oceniam te produkty tak surowo? Jestem ciekawa czy moja koleżanka będzie z nich zadowolona. A może Wy miałyście w/w produkty i możecie powiedzieć jak sprawowały/sprawują się u Was? Jak reaguje na nie Wasza skóra?




Pozdrawiam, Magda









P.S. Przypominam o naszej AKCJI CHARYTATYWNEJ! KLIK


Mam na zbyciu jeszcze jedną EKO TORBĘ :D
To wszystko dla zwierzaków!

13 komentarzy:

  1. Nigdy nie miałam żadnego z tych produktów, ale wiadomo- skórze mieszanek, tłustej potrzeba dobrze dobranych kosmetyków, bo w przeciwnym razie potrafi się buntować. Mam nadzieję, że Twojej przyjaciółce przypadnie do gustu chociaż jeden z nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojjjjjjjjjjjjj też mam taką nadzieje :D

      Usuń
  2. chyba mam próbkę tego filtra, ale już wiem, że go nie użyję :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Twoja cera zniosłaby go lepiej niż moja? Moja cera jest niestety bardzo wymagająca...
      Mam nadzieje, że chociaż koleżanka będzie zadowolona :)

      Usuń
  3. Ja miałam również te próbki z Ziaji i u mnie się sprawdziły rewelacyjnie. :)
    Kupię pełnowartościowy produkt, ale na razie w kolejce mam cały arsenał innych podkładów, który kiedyś trzeba zużyć :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja pamiętam miałam kiedyś krem tonujący z ziaji, z tej serii Nuno , o zgrozo co to było za paskudztwo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Seria Nuno, czy tam Nano nie pamiętam to seria antybakteryjna, na pryszcze więc jeszcze była w miarę lekka. Ta seria natomiast ma wysokie filtry, a co tym idzie mnóstwo substancji filmotwórczych, które zapychają cerę, a krem jest po prostu tłusty jak olej :(

      Usuń
  5. Nie mialam zadnego z tych produktow ;) Rowniez na stanie mam krem BB, ktory za cholere mi nie podpasowal ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mogę się przekonać do kremów BB i podkładów.
    Kiedy się nimi wysmaruję na jakąś imprezę to czuję się jak z maską na twarzy... Bleh :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja niestety muszę, mam brzydką cerę :(

      Usuń
  7. Ja również mam kilka takich produktów. Ostatnio spora cześć poszła do kosza.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mój krem BB od Rimmela również muszę oddać (mama już się zgłosiła, że chętnie go przyjmie). Zachowuje się jak zwykły podkład. To jeszcze bym przeżyła, ale niestety głupia ja pomyliłam tubki i wzięłam za ciemny.

    OdpowiedzUsuń
  9. nic z tych produktów nie używałam



    ps. a u mnie? NEON GREEN na blogu :)

    OdpowiedzUsuń