czwartek, 1 maja 2014

PROJEKT DENKO - LI + LII TYDZIEŃ

Witajcie!

Denko powinno być w poniedziałek, aktualizacja włosowa powinna być dzisiaj albo nawet i wczoraj, ale tak mi się wszystko poprzesuwało przez naszą Blogową Akcję Charytatywną, że nie wiem kiedy ja to wszystko ogarnę i nadgonię :D.


Teraz mam nadzieje, sklecę szybko Projekt Denko (zużycia z większości kwietnia) i lecę robić dzieciowe porządki...mamy tonę ubranek, które trzeba uprać, wyprasować, poskładać...szok...
Jutro liczę, że uda mi się sfotografować włosy i zrobić dla Was aktualizację włosową + jutro też czeka mnie wysyłka charytatywnych paczek :D.


ZAPRASZAM NA PROJEKT DENKO



1. BingoSpa, szampon czekoladowo-pomarańczowy - o firmie BingoSpa niestety nie chce mi się za bardzo pisać/gadać bo od pewnego czasu przeginają pałę na różnych płaszczyznach i nie chce im robić reklamy, ale o szamponie co nieco napiszę. Tego wymaga ode mnie Projekt Denko. O szamponie wspominałam Wam już przy okazji tego wpisu. Jeżeli zapoznacie się z tym wpisem to będziecie wiedziały, że szampon sprawdził się u mnie bardzo dobrze :). Używałam go samodzielnie i dzięki temu mogłam zauważyć co tak na prawdę robi z włosami. Przede wszystkim dokładnie myje włosy już za pierwszym razem. Nie podrażnia skalpu, nie przesusza włosów, nie plącze ich - to kolejne zalety. Włosy po umyciu samym szamponem były bardzo delikatne (latały wręcz w powietrzu) i absolutnie nie były sianowate, twarde, szorstkie czy nie przyjemne w dotyku. Zapach (jakby się mogło wydawać) wcale nie był ładny i przyjemny, ale ujdzie w tłumie.
Chciałam przepisać Wam skład, ale napisy są małe, czarne i rozmazane - ich rozszyfrowanie graniczy z cudem.
Dostępność: kupiłam w Auchan, trzeba szukać na stronie BingoSpa
Cena: około 8 zł


2. Maska Kallos al Latte - stale gości w mojej łazience i nie prędko z niej zrezygnuje. Sprawdza się u mnie zawsze i wszędzie. Maska Kallos Latte i Bioetika to dwie maski, które jak do tej pory (2 lata włosomaniactwa) sprawdziły się najlepiej i nigdy mnie nie zawiodły. Polecam ją każdemu. Z recenzją możecie zapoznać się tutaj.
Dostępność: Hebe
Cena: 12 zł/1 litr

3. Odżywka regeneracja&pielęgnacja od Kaufland Klassic Care (żółta) - kupiłam ją jakiś czas temu oczywiście pod wpływem pozytywnych recenzji w internecie. Po raz kolejny okazało się jednak, że moje włosy są bardzo kapryśne i wymagające i byle odżywka za 3 zł nie sprosta ich wymaganiom. Tak było i tym przypadku. Odżywka nadaje się do OMO, do pierwszego O, nadaje się również do rozcieńczania z wodą i mycia włosów (ja mieszałam ją z szamponem), ale jako sama odżywka NIC nie zrobiła z moimi włosami. Ja mam kudły dosyć suche, nie zniszczone, ale suche - ta odżywka jest dla nich za słaba. Włosy na nią nie reagują, a po użyciu wyglądają i zachowują się tako samo jak przed użyciem. Warto jednak spróbować jeżeli nie macie zbyt wymagających włosów. A nóż widelec się u Was sprawdzi.
Z tą odżywką jest analogiczna sytuacja co w przypadku różowej odżywki Artiste z Natury. Sprawdziła się u wielu włosomaniaczek, a dla mnie okazała się za słaba.
Dostępność: Kaufland
Cena: max do 7 zł

4. Garnier, odżywka z masłem kakaowym i kokosem - jeżeli myślicie, że odżywka Garnier z awokado i masłem karite jest rewelacyjna to znaczy, że jeszcze nie miałyście TEJ odżywki :D. Tak jak Kallos Latte i Bioetika to dwie maski, które jak do tej pory (2 lata włosomaniactwa) sprawdziły się u mnie najlepiej i nigdy mnie nie zawiodły, tak ta odżywka (używana w różnych konfiguracjach) nigdy mnie nie zawiodła i okazała się wielkim strzałem w dziesiątkę. Odżywki Garnier z awokado i masłem karite używałam dwukrotnie - niestety bez szaleństw. Natomiast ta odżywka zrobiła szał od pierwszego użycia. Pisałam już o niej przy okazji tego wpisu o olejowaniu. Można by wręcz powiedzieć, że była jednym z czynników, które pozwoliły uwierzyć mi w moc olejowania.
Co wyróżnia tą odżywkę? Przede wszystkim piękny zapach, świetna, gęsta konsystencja oraz efekt mega gładkich i miękkich włosów po jej zastosowaniu. Można ją łączyć z olejami, można jej używać przed myciem, po myciu, można ją trzymać krótko oraz długo tak jak maskę i zawsze daje genialne efekty. Czego chcieć więcej?
Dostępność: Allegro, DM
Cena: na Allegro koszt odżywki + przesyłka = około 12 zł



5. Vivian Gray Cream Soap - dostałam ten produkt, razem z balsamem na Boże Narodzenie. Myślałam, że to tylko ładne opakowanie i dopiero po 2 czy 3 miesiącach zorientowałam się, że w środku są kosmetyki :D. Taki ze mnie miszcz i geniusz. Mydło służyło nam do mycia rąk - po prostu. Zastąpiło na chwilę mydło Linda z Biedronki, a teraz znów wracamy do Lindy. To mydełko to żadna rewelacja - zwyklaczek. Zapachem również się nie wyróżniało. Wyróżnia się za to ceną...
Dostępność: Hebe
Cena: 30 zł (nie wiem jaka pojemność)

6. Żel pod prysznic o zapachu wanilii - o wersji truskawkowej tego samego żelu pisałam tutaj. Nie ma sensu się powtarzać tym bardziej, że produkt wcale do rewelacyjnych nie należy i nie ma sensu zaprzątać sobie nim głowy. Gdyby był warty polecenia to wierzcie mi, byłaby litania :), a tak to nie ma sensu. Słaba dostępność i wysoka cena (około 10 zł za 350 ml) skutecznie odstraszają mnie od dalszego zakupu tych produktów. 


7. Wellness&Beauty, perełki do kąpieli - po lewej mamy perełki z ekstraktem z kwiatów czereśni i kwiatów róży, a po prawej perełki z ekstraktem z prawdziwej wanilii i olejem sezamowym - początkowo, gdy je kupowałam, byłam nimi wręcz zachwycona - dokładnie to ich zapachem. Z opakowania pachniały przecudnie. Myślałam, że to będzie HIT. Niestety pomyliłam się. Po pierwsze wydajność - producent zaleca wsypywać do wanny garść perełek, ja wsypywałam mniej niż garść no i gdybym trzymała się zaleceń producenta perełki skończyły by się jeszcze szybciej. Ubywa ich niestety bardzo szybko. Po drugie perełki + woda - myślałam, że perełki będę się delikatnie pieniły, myślałam, że będą zmiękczać wodę, myślałam również, że w kontakcie z ciepłą wodą jeszcze bardziej będą uwalniały swój piękny aromat, no ale niestety...Po wsypaniu do wanny rozpuszczają się bardzo szybko, a woda zachowuje się tak, jakby perełek w ogóle nie było. Zmarnowane pieniądze. Nie ma piany, nie ma zapachu, nie ma nic :(.
Dostępność: Rossmann
Cena: 5-6 zł


8. Sweet Secret Farmona, szarlotkowe masło do ciała - jak widać na załączonym wyżej obrazku, ciąża to doskonały motywacyjny kop w tyłek jeżeli chodzi o dbanie o ciało. W moim przypadku regularne balsamowanie się po kąpieli graniczyło wręcz z cudem. Nie wiem czemu, ale nienawidzę tego procederu. Teraz robię to co wieczór i dzięki temu zużywam wszystkie pozaczynane i wywalone w kąt kremy i balsamy do ciała. Potem, bez żadnych, najmniejszych wyrzutów sumienia będę mogła zamówić balsam do ciała o zapachu gumy balonowej <3. 
Szarlotkowe masło Farmony kupiłam będąc jeszcze w Warszawie. Napaliłam się na nie jak szczerbaty na sucharki, a po zakupie oczywiści zapał znikł. Okazało się, że inne zapachy z tej serii (np. pierniczkowy) sąo wiele lepsze. Masło sprawowało się dobrze, ale nie powaliło mnie na kolana. Po pierwsze zapach - tak jak inne zapachy z serii Sweet Secret są bardzo mocne, aromatyczne, przyjemne i "do zjedzenia", tak zapach szarlotkowy (moim zdaniem) niewiele z szarlotką ma wspólnego. Ja chyba ogólnie nie przepadam za takimi aromatami, perfumy o zapachu szarlotki też oddałam bo wg. mnie śmierdziały. Nie był to zapach brzydki czy męczący, ale ja po prostu liczyłam na coś lepszego, coś żywszego, coś bardziej soczystego i realnego. Po drugie konsystencja - tutaj wszystko fajnie się przedstawia. Konsystencja jest na prawdę gęsta i zbita i na prawdę przypomina masło - dzięki temu wydajność jest zadowalająca. Tutaj producent się postarał. Niestety (jak dla mnie) konsystencja jest ciut za tłusta. Mogłam używać masła tylko i wyłącznie na noc. Masło wolno się wchłania i pozostawia na skórze ciut lepką warstewkę. Balsamy z tej serii są zdecydowanie lżejsze. Po trzecie działanie - w ocenianiu działania balsamów, kremów i tak dalej niestety nie jestem mistrzem bo ja nigdy efektów i działania nie widzę. Myślę, że jest to spowodowane faktem, iż nie mam większych problemów ze skórą na ciele. Najważniejsze jest to, że balsam mnie nie uczulił, nie podrażnił, a wiadomo jak to w ciąży bywa. Jakieś krosty, wysypki, uczulenia i tak dalej. Produkt miał natłuszczać skórę i to robił, po prostu.
Dostępność: Natura, Rossmann, Hebe
Cena: około 10 zł

9. Alterra, krem do ciała Bio-Granat&masło SHEA - na temat tego balsamu czytałam różne opinie. W głowie najbardziej utknęła mi jedna recenzja, w której wielki minus balsam dostał za alkoholowy zapach. Przyznaje, Alterra ma dziwną skłonność do alkoholizowania swoich produktów, ale mój wyczulony, ciążowy nos alkoholu nie wyczuł. Alkohol znajduje się jednak na 5 miejscu w składzie. Generalnie rzecz biorąc ja byłam zadowolona z używania tego produktu. Balsam-krem był bardzo lekki, nie kleił się, nie tłuścił skóry, szybko się wchłaniał i nie pozostawiał lepkiej warstwy. Mogłam go używać zarówno na noc jak i na dzień. Dla mnie najważniejsze cechy jakie powinien posiadać balsam to własnie lekkość, delikatność, szybkość wchłaniania i brak lepkiej warstwy. Ten balsam to wszystko posiada więc nie mogę się do niczego przyczepić. Zapach wg. mnie okey. Bardzo orzeźwiający. Pozostawał na skórze przez pewien czas.
Dostępność: Rossmann
Cena: około 10 zł

10. Masło do ciała Spa Vintage Body Oil z masłem SHEA - produkt Farmony (pozycja 8) to faktycznie masło do ciała, ale dlaczego ten produkt został nazwany masłem to na prawdę nie wiem. Moim zdaniem nie jest to nawet balsam do ciała, a delikatny krem. Nie miał w sobie jakiś wyjątkowych właściwości, jego jedynym znakiem charakterystycznym jest zapach. Zapach bardzo mocny, intensywny, mocno perfumowany. Jeżeli jesteście wrażliwe na zapachy to nie polecam tego produktu, może być mdlący i powodować ból głowy :).



11. Synergen Sweet Touch, peeling do codziennego stosowania do skóry wrażliwej - na temat tego produktu również znajdziemy wiele skrajnych opinii w blogosferze. Skrajnych z przewagą oczywiście negatywnych :D. W moim przypadku peeling się sprawdził, byłam zadowolona z jego działania i na pewno zaopatrzę się w jeszcze jedno opakowanie. Zarzuty i minusy produkt otrzymał za zapach. Wszyscy spodziewają się nie wiadomo jakiego, owocowego aromatu gumijagód, a tu dupka blada. Zapach moim zdaniem jest normalny, ładny, prosty i idealnie pasuje do żelowej formuły peelingu. Lubię ten peeling za mentol w składzie, który daje uczucie delikatnego chłodzenia; lubię za możliwość codziennego stosowania (używałam codziennie, rano i wieczorem) bez podrażnienia; lubię za wydajność (150 ml produktu starczyło mi na ponad miesiąc codziennego używania); oraz lubię za dobrą dostępność i niską cenę. Więcej pisałam o nim tutaj.
Dostępność: Rossmann
Cena: 5-6 zł

12. Ziaja Sopot, krem opalizujący do cery tłustej i mieszanej - ja mam cerę mieszaną, skłonną do świecenia, wyprysków/zaskórników oraz przesuszeń w okolicy czoła. Czy krem sprawdził się na mojej skórze? Otóż nie. To kolejny krem, który wsmarowywałam w szyję oraz dekolt. Twarz reagowała po nim mega świeceniem, jakbym była wysmarowana olejem. Producent obiecuje rozświetlenie, ale bez przesady...To było przetłuszczenie, a nie rozświetlenie. O zapychaniu w ciągu jednej doby chyba nie muszę mówić?
Dostępność: Rossmann
Cena: 10-15 zł



13. Maść Tormentiol - lubiana i często stosowana od czasów młodzieńczych. Żadna inna maść apteczna czy krem nie sprawdziły się tak dobrze jak Tormentiol. Na recenzję zapraszam tutaj.
Dostępność: każda Apteka
Cena: max 8 zł

14. Antyperspirant w żelu Lady Speed Stick - to kolejny produkt używany przeze mnie od zawsze na zawsze. Próbowałam zastąpić go innymi antyperspirantami, ale ZAWSZE wracałam do LSS z podkulonym ogonem :). Szybko i łatwo się aplikuje, żel szybko się wchłania, nie podrażnia skóry, ładnie i długo pachnie, a do tego chroni przed poceniem i przykrym zapachem. Ideał.
Dostępność: Rossmann
Cena: 9 zł z groszami

15. Próbki - tym razem wśród próbek znalazła się żelowa maseczka Soraya, truskawkowo-waniliowa Rival de Loop, która chyba mnie podrażniła oraz tonujący krem do twarzy SPF 50+ Ziaja. Największe nadzieje pokładałam w kremie tonującym Ziaja. Dlaczego? A dlatego, że po pierwsze uwielbiam kremu tonujące (idealne na lato zamiast podkładu), a po drugie chciałam coś z wysokim filtrem. Niestety to kolejny produkt do twarzy, który kompletnie nie nadaje się do mojej cery. Konsystencja, wydawałoby się lekka, na twarzy okazywała się być strasznie ciężka i tłusta. Skóra świeciła się po niej jak księżyc w pełni i nawet puder nie pomagał. Skóra była obciążona i tłusta - nie przyjemna i lepka w dotyku. Czułam wielki dyskomfort mając to coś na twarzy. W lato, przy 30 stopniach byłby dramat. O zapychaniu oczywiście nie wspominam :D.

A TERAZ BONUSY :D



16. Marion, ampułki do włosów, regeneracja i wzmocnienie z olejkiem arganowym - to cudactwo powinno znaleźć się w poprzednim denku, no ale cóż :D. Kupiłam je jakiś czas temu na promocji w Biedronce. Kosztowało około 7-8 zł za 5 ampułek o pojemności 7 ml. Producent radzi nakładać produkt na umyte, wilgotne włosy i spłukać po około 2-3 minutach. Mamy stosować ampułki minimum 2 tygodnie: w pierwszym tygodniu co 2 dni, w drugim tygodniu co 3 dni. A dla uzyskania optymalnego efektu zaleca się przeprowadzenie miesięcznej kuracji. Ale wymyślili co? Ciekawe czy ktokolwiek, kiedykolwiek przeprowadził taką kurację. Moim zdaniem to bez sensu.
Ja próbowałam dodawać ampułki do masek (że niby tuningowanie) oraz próbowałam wmasowywać je we włosy na godzinę przed myciem. Ani jeden, ani drugi sposób nie okazał się być dobry. Według mnie te ampułki to pic na wodę fotomontaż. Mają konsystencję wody, w ogóle nie pachną i nie mam zielonego pojęcia co moje włosy miałyby z tego czerpać. Moje włosy w ogóle na ampułki nie reagowały. Nic, a nic. Po prostu woda wylana na włosy. Szkoda gadać...
Dostępność: kupiłam w Biedronce, teraz nie wiem, może być w Naturze i małych, prywatnych sklepikach kosmetycznych
Cena: do 9 zł


Zdjęcia powyżej były robione do wpisu wczoraj, a dzisiaj dopstrykałam jeszcze jedno zdjęcie. Można by powiedzieć, że to dzisiejsze zużycia :D.

17. Eveline, rozświetlające serum przeciwzmarszczkowe Face Creator 8w1przeznaczone jest do każdego rodzaju cery, w szczególności do pielęgnacji cery dojrzałej, zmęczonej i pozbawionej blaski. Formuła oparta na zaawansowanej technologii Anti-age'GX Stem Cell Technology, bogata w Gardenia Stems GX, bioHyaluron Complex oraz czyste 24-karatowe złoto w widoczny sposób wygładza i rozświetla skórę. Zapobiega pojawianiu się zmarszczek, skutecznie redukuje już istniejące. Poprawia gęstość skóry, zwiększa sprężystość i elastyczność naskórka. Intensywnie napina i ujędrnia. Wzmacnia strukturę, rzeźbi kontury i modeluje owal twarzy. Natychmiast po zastosowaniu serum w widoczny sposób odbudowuje skórę, dodając jej młodzieńczego blasku.

Face Creator 8w1:
1) Aktywizuje uśpione komórki macierzyste skóry do intensywnej odnowy,
2) Wypełnia nawet głębokie zmarszczki,
3) Napina i modeluje owa twarzy,
4) Przywraca gęstość skórze,
5) Intensywnie nawilża i wygładza,
6) Poprawia elastyczność i jędrność skóry,
7) Skutecznie liftinguje,
8) Odmładza, rewitalizuje i rozświetla.

A jak przedstawia się skład?
Paraffinum Liquidum niestety jest, ale dopiero na 8 miejscu. Początek przedstawia się obiecująco: Aqua, Cocos Nucifera Oil, Synthetic Beeswax, Hyaluronic Acid, Collagen Amino Acids, Glucose (...) dalej jest też Argania Spinosa Kernel Oil, Albizia Julibrissin Bark Extract, Gardenia Jasminoides, Gold i tak dalej.

Kupiłam ten produkt jako przeciwnika dla emulsji Olay, o której pisałam tutaj. Serum od Eveline sprawdziło się poprawnie, ale chyba Olay wygrywa :).
Dostępność: Rossmann
Cena: 25 zł

18. Dr Vita, panthenol żel z aloesem i alantoiną - kupiłam go w zeszłym roku, fajnie sprawdził się na słonecznych oparzeniach u taty. Ja natomiast stosowałam go jako kurację uzupełniającą po tym, jak skończył mi się żel aloesowy z Equilibra. O kuracji antypryszczowej pisałam tutaj.
Dostępność: Apteki
Cena: nie mam pojęcia, nie powinna przekroczyć 10 zł

19. Perfecta, peeling gruboziarnisty, minerały morskie + drobinki orzecha - miałam go już kiedyś i byłam zadowolona, teraz niestety zaczął mnie irytować jego zapach. Zdecydowanie bardziej wolę wersję drobnoziarnistą.



Przy okazji tego wpisu chciałabym Was bardzo serdecznie zaprosić na filmik promujący naszą 
Blogową Akcję Charytatywną, który nagrał dla nas Łukasz Bier :).

https://www.youtube.com/watch?v=Q2Hp8aJlKv8&list=UUldQQL64eVbxeNlPOJCk38Q

Nie wiem dlaczego, ale nie mogę wkleić filmiku. Wchodzi mi tylko link, także bardzo proszę kopiujcie i oglądajcie koniecznie :D.



Pozdrawiam, Magda









P.S. Przypominam o naszej 
AKCJI CHARYTATYWNEJ! KLIK


Mam na zbyciu jeszcze dwie EKO TORBY :)
To wszystko dla zwierzaków!

17 komentarzy:

  1. Niezłe denko :) To masło do ciała o zapachu szarlotki mnie zaciekawiło. Uwielbiam takie zapachy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez uwielbiam różnego rodzaju jedzeniowe zapachy, a jednak szarlotka mi nie podchodzi :D

      Usuń
  2. Wow mega denko :D Maść mnie zaciekawiła, bo ja do tej pory tylko cynkowej używalam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta maść sprawdza się u mnie lepiej niż cynkowa :)

      Usuń
  3. Oooo, duże denko :) Szkoda, że 6. nie spisuje się, bo zauroczyła mnie opakowaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten żel to prawdziwy zwyklak i średniak :D
      Zapach wanilii jest ładny, ale bez szaleństw.
      Żele Original Source pachną lepiej :D

      Usuń
  4. spore denko :) żadnego z tych produktów nie używałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam więc wypróbować maskę Kallos Latte, odżywkę z masłem kakaowym i kokosem od Garniera, Synergen Sweet Touch, peeling do codziennego stosowania do skóry wrażliwej oraz antyperspirant Lady Speed Stick :)

      Usuń
  5. Spore denko :) ciekawa jestem tej maski Kallos :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Spore to denko, maskę z Kallos mam i lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zwykle duuużo kosmetyków :) I widzę tutaj kilka lubianych przeze mnie: Kallos, maść Termentiol oraz peeling Perfecty :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sporo, gratuluje zuzyc :) Bardzo lubilam maske Kallos al Latte. Wprawdzie srednio spisywala sie u mnie do odzywienia, ale do mycia dlugosci byla idealna :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dużo Ci się tego nazbierało :)
    A mnie tak kusił ten czekoladowy szampon od Bingo głównie przez zapach jaki sobie wyobrażałam.
    Dobrze, że go nie kupiłam bo czekałoby mnie pewnie małe rozczarowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. No i teraz trzeba będzie nowe zapasy zrobić :) Ja bardzo lubię używać balsamów do ciała. Mogłabym się nimi cały dzień smarować, żeby ciągle czuć ich zapach na ciele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapasy? No co Ty :D Ja mam zapasy na rok albo i więcej :D Ciągle zużywam, a nic na pólkach nie maleje :D

      To podziwiam, ze lubisz balsamy :D Ja nienawidzę czuć ich lepkości na ciele :D

      Usuń
  11. Ja mam strasznie złe wspomnienia z Sweet Secret Farmona o zapachu pierniczków. Jeden z nielicznych zapachów, który zniechęcił mnie do używania masła i peelingu z tej firmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja ten pierniczkowy zapach uwielbiam :D

      Usuń